Pyrkon 2016 już za nami!

Po rocznej przerwie od Pyrkonu kompletnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Słyszałam różne plotki, ale najważniejszą z nich było: Pyrkon rośnie. Także w siłę. Już sama próba przejrzenia planu prelekcji kilka dni wcześniej skończyła się tak, że ostatecznie postanowiłam iść na żywioł. I jak było?


Powiem krótko.

I wprost.

Bez owijania w bawełnę.

BYŁO NIESAMOWICIE!


Pyrkon zaskoczył mnie swoim rozmiarem. Spodziewałam się tego, że to będzie największy konwent, na jakim dotychczas byłam, ale w najśmielszych snach nie widziałam tylu ludzi, budynków, wydarzeń.

Piątkowe tłumy w halach ze stoiskami skutecznie mnie zniechęciły do włóczenia się pośród nich, dlatego po krótkim i bardzo pobieżnym zapoznaniu się z ofertą, kroki skierowaliśmy na prelekcję poświęconą dźwiękom. I to jedyna wtopa tych trzech dni: godzinna prelekcja trwała pół, więc nasze spóźnienie ograniczyło udział do piętnastominutowego wydarzenia. Prelegentka niestety zginęła w gąszczu pytań o więcej konkretów, więcej teorii. Chyba nie spodziewała się, że na sali pełnej konwentowiczów ludzie będą chcieli poznać bardziej techniczną i naukową stronę przedstawianych przez nią ciekawostek. A szkoda!

Wieczór upłynął pod znakiem intensywnych rozgrywek w games roomie. Jeśli mam być szczera - prawie cały Pyrkon tam spędziłam. Do tej pory nie wybaczyłam temu, kto walnął we mnie zabójczym potworem w Munchkinie, a ja z euforycznego stanu "zaraz wygram!" zostałam teleportowana w czeluści rozpaczy. Uważni obserwatorzy wypatrzą moją zrozpaczoną minę na jednym z poniższych zdjęć. Munchkin to gra nienawiści!

Bardzo spodobało mi się rozwiązanie "balonikowe" w Games Roomie. Otóż każdy kto szukał towarzystwa do gry - mógł wziąć balonik w jednym z dwóch kolorów. Ułatwiało to nawiązywanie kontaktów i szukanie ludzi do rozgrywki. Słowem: strzał w dziesiątkę! Szkoda tylko, że balony skończyły się tak szybko.

Sobotę spędziłam na kręceniu się po terenie konwentu. Planowana krótka wyprawa na uczelnię (Polibudo! czemu ZAWSZE mamy zjazd w trakcie Pyrkonu?) zajęła mi pół dnia. Ostatecznie, gdy już wróciłam na teren Międzynarodowych Targów Poznańskich, udałam się na LARPa "Out of the closet". Jako osoba kompletnie niezainteresowana polityką nie wiem jak to robię, że ciągle trafiam na larpy polityczne. Tak było i tym razem. Pisaliśmy ustawę o tym czy zalegalizować istnienie wampirów w Polsce jako mniejszości. Szczegółów nie zdradzę, bowiem organizatorki mówiły, ze to nie jest ostatnia edycja tego larpa. Jedno jest pewne - bawiłam się przednio!

Strefa gastronomiczna wystraszyła mnie cenami, ale jedno piwo nie zabiło mojego portfela. Natomiast zaskoczyła mnie inna rzecz: do gastro poszliśmy, gdy okazało się, że w games roomie nie ma miejsc. Ludzie grali nawet leżąc na podłodze. Tym samym można zadać sarkastyczne pytanie szyderczo się śmiejąc: co z tą młodzieżą, która zamiast zajmować stoliki piwne, grać idzie?!

Dobrze z nią. Po prostu dobrze!

Natomiast niedziela to znowu games room.

Chciałabym móc Wam zdać relację z większej liczby wydarzeń, ale nie da się. Planszówki i karcianki pochłonęły mnie totalnie. Spędziłam te trzy dni wśród fantastycznych ludzi, bawiąc się tak dobrze, jak dawno mi się nie zdarzyło. I o to w tym wszystkim chodzi. Pyrkonie, dałeś radę! 




























Share:

2 komentarze

  1. Relacja i zdjęcia są bardzo fajne. Niestety mnie nie było na Pyrkonie. Na następny pyrkon postaram się dostać.

    OdpowiedzUsuń
  2. ach żałuje, że wtedy musiałam być w pracy

    OdpowiedzUsuń