Tak sobie marzę...

Marzę...

Marzę o dniu, w którym nie będę musiała każdemu tłumaczyć, że mojego wózka nie da się wnosić. Dniu, w którym wychodząc do knajpy nie będę najpierw dzwonić, czy się dostanę; w którym idąc na koncert nie będę mailować do klubu z pytaniem o ilość stopni. O takim dniu, gdy nagle bariery architektoniczne znikną, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ale też...

Marzę o dniu, w którym bariery znikną w głowach. Ludzie nie będą się dziwić, że mój wózek waży ze mną prawie dwieście kilogramów. Że jak krowie na rowie w jego instrukcji napisali, że nosić - nie wolno. Że ma tak wiele plastikowych elementów, a sprzęt to tak drogi, że nie stać mnie na jego zniszczenie.

Marzę o tym, by to było zrozumiane i jasne. O ludziach, którzy to swymi móżdżkami ogarną, zamiast dziwić się i sugerować rozbestwienie. Traktować jak tą rozwydrzoną księżniczkę, która tuż przed spotkaniem robi problemy. Bo chce komfortowo dostać się do środku. Tylko tyle lub aż tyle.

Marzę o chwili, gdy nie będę musiała zaklepywać pociągów. Gdy to one dostosują się do mnie, a nie ja do nich. O tej chwili, gdy zamiast dzwonić do PKP i słyszeć, że "się nie da", a potem "że o tej i o tej godzinie coś się załatwi" - to ja wybiorę godzinę o której jadę. Ja zdecyduję, że chcę być u celu o tej i o tej, a nie z 48-godzinnym wyprzedzeniem będę wybierać jeden jedyny pociąg danego dnia, który godzinowo średnio mi leży, ale jest, cieszę się, bo jest, jedyny, dotrę, dojadę, co z tego, że o północy.

Marzę sobie tak odważnie i buńczucznie o tym, że bloki będą miały windy. W końcu odwiedzę znajomych, u których nigdy nie byłam; w końcu dowiem się jak mieszkają, bo przecież wnętrze opowiada historię człowieka. Marzę o imprezach, których odmawiam, o parapetówkach, na których nie bywam. Bo schody, bo wysoko, bo kamienica. A nawet jeśli jest silne ramię, które pomoże mi się dostać; nawet jeśli jest mężczyzna, który weźmie mnie na ręce - gdzie zostawić wózek? Bo przecież nie na dworze.

Marzę także o tym, bym nie musiała każdemu kolejno tłumaczyć, że elektryk to moje ulubione nogi. To one dają mi napęd, uruchamiają słabe mięśnie. Że choć mam wózek aktywny, to głównie po domu, głównie po płaskim, na krótkich dystansach, bo zaraz dostaję zadyszki, tak przy zaniku niebezpiecznej i niewskazanej.

Marzę o mężczyznach, którzy nie traktują kobiet protekcjonalnie; a kobiet siedzących na wózku nie uznają z góry za upośledzone. Nie przerywają w pół zdania, nie upierają się przy swoim, nie uciekają wzrokiem i konwersację uznają za środek komunikacji. Nie bawią się w pracy, obsługując "klienta", smartfonem i upierając się, że ów klient-kobieta nie ma racji. Choć rację ma. Ale musi o nią dziko zawalczyć.

I choć zwykle żyję w rzeczywistości spełniającej wiele spośród tych marzeń, to niektóre tygodnie są ciężkie. Tak po prostu, tak z przypadku.

Share:

8 komentarze

  1. Jestem facetem, jeżdżę na aktywnym, ale cholernie dobrze Cię rozumiem...zwłaszcza w kwestii knajp czy pociągów ( choć z aktywnym i słabą ale jednak władzą w nogach jestem bardziej elastyczny ).

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama od jakiegoś czasu zauważam, jak mało jest tych "udogodnień". I też mnie to zaczyna wkurzać.

    Choć do mojego pokoju w akademiku [5 piętro!] dostaniesz się na wózku bez problemu! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie trzeba być na wózku żeby druga osoba traktowała Cię w rozmowie jak upośledzoną ;)

    Rozumiem Twoją frustrację aczkolwiek żyjemy za blisko lat gdzie niepełnosprawnych izolowało się w domach żeby wszystko było wykonalne. Na hura nie zmienisz np zabytkowej architektury ani nawet 5 piętrowego bloku z lat 80. To dopiero w nowych miejscach mysli sie o takich rzeczach i trzeba jeszcze pozmieniac myslenie w samych wozkowiczach. Bo jesli do pubu dostosowanego do wozkow zaglada 2-3 takich klientow na rok,pol roku,to co pomysli nastepny zakladajacy pub? Czy oplaca mu sie dostosowywac za ciezki $ dla garstki osob?

    Gdzie zmiany sa mozliwe na JUZ a sie tu robi za malo,to wspomniane pkp. To jest chore z tym dzwonieniem 48h przed i wedrujacymi podjazdami. Dlatego zachecam po raz kolejny:przesiadka do bogatych polaczen polskiego busa.
    A i on nie bedzie idealny bo uznali,ze miejsce dla wozkow tak,ale po co komu dla nich toaleta na te godziny jazdy?

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie trzeba być na wózku żeby druga osoba traktowała Cię w rozmowie jak upośledzoną ;)

    Rozumiem Twoją frustrację aczkolwiek żyjemy za blisko lat gdzie niepełnosprawnych izolowało się w domach żeby wszystko było wykonalne. Na hura nie zmienisz np zabytkowej architektury ani nawet 5 piętrowego bloku z lat 80. To dopiero w nowych miejscach mysli sie o takich rzeczach i trzeba jeszcze pozmieniac myslenie w samych wozkowiczach. Bo jesli do pubu dostosowanego do wozkow zaglada 2-3 takich klientow na rok,pol roku,to co pomysli nastepny zakladajacy pub? Czy oplaca mu sie dostosowywac za ciezki $ dla garstki osob?

    Gdzie zmiany sa mozliwe na JUZ a sie tu robi za malo,to wspomniane pkp. To jest chore z tym dzwonieniem 48h przed i wedrujacymi podjazdami. Dlatego zachecam po raz kolejny:przesiadka do bogatych polaczen polskiego busa.
    A i on nie bedzie idealny bo uznali,ze miejsce dla wozkow tak,ale po co komu dla nich toaleta na te godziny jazdy?

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozumiem Twoje rozżalenie, bo mnie to też wkurza. Bo nawet ten, co chodzi o własnych nogach wychodząc z takiego pociągu nie czuje się bezpiecznie. Mój sp. tata był na wózku, bez nóg, mieszkał na trzecim piętrze i te wszystkie utrudnienia wpędzały go w depresję. To musi się zmienić. Wierzę, że marzenia się spełniają i doczekamy takich dni spokoju, bez barier. Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przechodzę przez to samo na słynnej #blogowigilii tez chcą wnosić.

    OdpowiedzUsuń
  7. a mi tych mężczyzn jest zwyczajnie żal, że patrząc na mnie przez pryzmat wózka, nie dają sobie szansy aby mnie poznać

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakbyś czytała mi w myślach, Kochana. A nie, przepraszam - to nasze życie jest takie... :)

    OdpowiedzUsuń