\"Seksturysta\", Adam Ambler

Odkąd pamiętam uwielbiam wtrącenia erotyczne, by nie rzec - pornograficzne, w literaturze. Brutalność Mastertona i mroczna namiętność Anne Rice - to przez lata odpowiadało moim gustom i powodowało wypieki na nastoletnich policzkach. Teraz dojrzałam i ze zgrozą patrzę na to, że literatura erotyczna stała się modna. Nie, nie chodzi o to, że przestała mi się podobać. Chodzi o poziom większości współczesnych książek, które regularnie wpadają mi w ręce.

Gdy Adam Ambler napisał do mnie z propozycją przesłania egzemplarza recenzenckiego - wahałam się przez chwilę. Lubię dzielić się z Wami swoją opinią o przeczytanych książkach, ale jak już wiele razy pisałam - nie lubię krytykować. Nie czuję się recenzentką - mam tylko bloga, na którym dzielę się tym, czym żyję, czasem więc też piszę swoje opinie o książkach. W tworze Adama zaniepokoiło mnie wszystko: od tematyki, przez tytuł, aż po zajawkę na okładce. Jeśli jednak mnie czytacie regularnie, to wiecie jak to się musiało skończyć. Pokusa zanurzenia się w świat seksualnej (choć literackiej) rozpusty była nie do odparcia. Cytując jednego z moich ukochanych bohaterów: "Aby się oprzeć pokusie, trzeba się jej bezwzględnie podporządkować". Co też uczyniłam.

Zgrzeszyłam!

Serce nakazuje mi powiedzieć to, co kołatało mi się w głowie w trakcie całej lektury: to jest straszne, nudne i słabe. Staram się jednak wobec książek być obiektywna. A rozum podpowiada mi, że tak naprawdę nie bardzo mam się do czego przyczepić. "Seksturysta" zupełnie nie "zagrał", nie trącił żadnej ze strun mojej duszy, nie wzruszył ani nie zainteresował, a wręcz rozczarował banalnym finałem. Jednocześnie, obiektywnie, ciężko mi się do czegoś doczepić. Czyżbym wyrosła z tego typu literatury? Tylko, zaraz... jaki to typ tak właściwie?

Zaczynając lekturę spodziewałam się lekkiego erotyka. Ot, trochę nazbyt wymyślnych opisów, by miło spędzić wieczór. Zamiast tego otrzymałam... trzy w jednym. 

Po pierwsze: przewodnik turystyczny. I to był zgrzyt - nie lubię książek o innych kulturach, po prostu na ogół do mnie nie trafiają (choć oczywiście są wyjątki). Czytając o ulicach Dżakarty, o wybuchach wulkanów czy o hotelach się nudziłam. Przyznaję, nie zweryfikowałam na ile podawane w "Seksturyście" fakty są prawdą, ale z uwagi na sposób prowadzenia narracji i bardzo drobiazgowe opisy różnych legend czy zwyczajów - zakładam, że Adam Ambler się przyłożył do researchu. Za co otrzymałby dużego plusa, gdyby w jakimkolwiek stopniu okładka mi zasugerowała, że mam nastawić się na zasyp krajoznawczych informacji.

Po drugie: traktat filozoficzny. Okey, troszeczkę wyolbrzymiam, ale bohater (będący narratorem) ma mnóstwo przemyśleń - od kwestii moralności, przez sprawy kościoła, aż po kolonizacje "dzikich ludności" przez kraje zachodnie. I znowu: to byłoby ciekawe. W niektórych kwestiach polemizowałabym z autorem, z przyjemnością, przy winie i grającej gdzieś w tle muzyce; w innych - zgodziłabym się, przybijając braterską piątkę. Ale: to nie było to czego oczekiwałam, na co zajawki na okładce i opis na LubimyCzytac (jedyny jaki znalazłam) wskazywały.

Wiele przemyśleń narratora dotyka też podejścia do tematu zarówno płatnego seksu, jak i "korzystania z okazji". Wiele z jego słów jest trafnych, ale albo ja żyję naprawdę w liberalnym środowisku, albo zwyczajnie są przestarzałe. Nauczono mnie, że nikt nikomu do łóżka nie powinien zaglądać. Obracam się wśród ludzi, których nie obchodzi co ktoś inny robi - czy za darmo, czy za kasę - jeśli tylko nikogo tym nie krzywdzi. Każdy żyje jak chce i tyle. Zdaniem narratora ciągle jednak kobiety uprawiające najstarszy zawód świata są piętnowane; tak samo jak te dziewczyny, które frywolnie korzystają z przyjemności (zamiast tradycyjnie się wiązać i zakładać rodziny). Takich rozważań jest w "Seksturyście" wiele i dla mnie wiele z tych stereotypów jest już dawno passe, ale może to ja po prostu mam szczęście obracać się w środowisku, w którym nikogo nie obchodzi co kto w łóżku preferuje. Nie twierdzę, że problem w ogóle nie istnieje - twierdzę tylko, że w książce przedstawiono go od, moim zdaniem, niewłaściwej strony.

Po trzecie: opisy erotyczne. I w końcu - tak, to jest to! Znudziłam się jednak zbyt szybko. Znam sporo osób lubujących się w tej estetyce i myślę, że im opisy by przypasowały. Dla mnie - były słabe. Ujmę to tak: trójkąt, lodzik, mizianie. I tak w kółko. Zainteresował mnie opis jednej "sztuczki" o nazwie "Helikopter", stanowiący ciekawą odmianę od schematu na którym opiera się w książce większość stosunków.

Smutne jest to, że w kwestii fabularnej... to wszystko. "Seksturysta" to książka, która łączy przemyślenia autora, opisy kraju i wstawki erotyczne, spaja je głównym bohaterem i... już. Próby uratowania warstwy fabularnej ostatnimi rozdziałami w moim odczuciu na nic się nie zdały - pechowo od początku zakładałam, że tak to się skończy.

Podkreślam jednak: spodziewałam się erotycznej powieści, okazało się, że dostałam książkę nie do końca doprecyzowaną tematycznie, pełną ciekawych przemyśleń i (być może dla kogoś ciekawych) - opisów. Jak zaznaczyłam na początku: ze mną nie zagrała zupełnie. Czy z kimś innym zagra - dużo zależy od oczekiwań.

Dobra! Książka to jednak nie sama fabuła, a ja to nie tylko narzekająca istota. Co z językiem?

I tu (pewnie zaskoczę wszystkich tych, którzy gromią na self publikacje z uwagi na miałkie walory literackie) - jest dobrze. Momentami bardzo dobrze. Autor posługuje się słowem pisanym sprawnie. Niektórym zdaniom przydałoby się przecięcie na kilka krótszych, ale większych zastrzeżeń nie mam. Co prawda pisanie o seksie słowami: "pukanie do wrót jaskini" czy "kuśka" zupełnie nie trafia w moją estetykę. Mistrzostwem (w sarkastycznym tego słowa znaczeniu) są dwa cytaty, które sobie zanotowałam:

"(...)a kobiety mają miękkie dziureczki wilgotniejące na widok atakujących je pałeczek(...)" 

oraz

"(...)delikatnie pukam, a jej drzwi uchylają się zapraszająco. Wchodzę grzecznie, wycierając buty na wycieraczce przed domem. Yanti wskutek moich odwiedzin pojękuje z przyjemności wpadając w lekkie drgania(...)".

I nie, on do żadnego domu nie wchodził, a drzwi mają wydźwięk metaforyczny. Inne opisy seksu są prowadzone o wiele sprawniej, ale co jakiś czas trafia się metafora, która wykrzywia moją twarz rozbawieniem. Wiem jednak, że taki język może się podobać (o czym świadczą pozytywne opinie na LubimyCzytać). Wiem też, że stylistycznie, gramatycznie i ogólnie w kwestii: lekkości czytania - zastrzeżeń wielu mieć nie mogę.

To miała być krótka opinia - rozpisałam się jak szalona. Zależy mi jednak na tym by podejść do "Seksturysty" uczciwie, bo książka ta sprawiła mi nie lada "zagłostkę". Umęczyła mnie, ale ile razy próbowałam sobie uświadomić: czym konkretnie? - pytanie pozostawało bez odpowiedzi.

Nie mówię "nie polecam", jak i nie mówię "polecam". Dla mnie - historia Edama jest naprawdę słaba. Jeśli jednak jarają Cię takie lekko perwersyjne (Markiz to to nie jest) opisy i chcesz poczytać o seksturyźmie (który zdaniem narratora jest ważkim zagadnieniem XXI wieku) - myślę, że może Cię zaciekawić. 

Za przekazanie egzemplarza dziękuję autorowi <3

Share:

1 komentarze

  1. Interesting photo :) M&MFASHIONBITES mmfashionbites.blogspot.gr
    Maria V.

    OdpowiedzUsuń