Literackie podsumowanie tygodnia #6

Znowu z opóźnieniem - ale jest! Literackie Podsumowanie Tygodnia (a raczej: trzech tygodni). W końcu jednak chyba uda mi się wrócić do regularnego, cotygodniowego podsumowywania - trzymajcie kciuki. Nie wiesz o co chodzi? Zajrzyj TUTAJ!

Przeczytałam (9/52):

"Florystka" Katarzyna Bonda

Do stylu pani Katarzyny trzeba się przyzwyczaić. Pierwsze wrażenie? Jak autorka tak kultowa, znana i lubiana, jak królowa kryminału, może pisać językiem aż tak prostym. Ale wiecie co? W tym tkwi jej siła. Gdy minął pierwszy szok - "Florystka" wciągnęła mnie bez reszty. Mamy tu wartką akcję, pokręconą fabułę, zaskakującą intrygę (kto jest mordercą zgadłam dopiero w połowie lektury) i wyraziste postaci. Choć szowinistyczne wkręty Meyera mnie drażniły, to ogólnie rzecz biorąc: zyskał bohater moją sympatię. Mistrzynią jednak jest gotycka patolożka z kolekcją świecących rękawiczek. Pomysł - to czyni z pani Bondy polską królową kryminału. W pełni zgadzam się z tym tytułem. 

Przy okazji, może ktoś mi wyjaśni: czemu w literaturze polskiej co chwilę trafiam na gothów? Tak jakby Polska była krainą krwią i mrokiem (mrau!) płynącą. Gdyby mrocznie wystylizowanych ludzi było na ulicach tylu co w książkach... Ach, można pomarzyć.

"Skrzaty" Will Huyegen

"Wielka encyklopedia krasnoludków" Marcin Przewoźniak

Książki o krasnoludkach - bo kocham swoją pracę. Czytając je cieszyłam się, że jako dziecka raczona byłam bardziej klasycznymi bajkami. "Wielka encyklopedia krasnoludków" nauczyła mnie, że w kradzieży nie ma nic złego (krasnoludki kradną z supermarketów, ale że mają własną moralność, to nie powinniśmy my, ludzie, tego potępiać). Natomiast ze "Skrzatów" dowiedziałam się, że kobiety są od nakrywania do stołu, wlewania mężowi wody do wanny, zbierania ze stołu, zmywania, szycia i innych kobiecych zajęć. Ach, i że panie krasnoludkowe mają wielkie piersi, ale z powodu innej grawitacji - te piersi nigdy nie obwisną i zawsze pozostaną piękne.

Dobra. Byłabym niesprawiedliwa mówiąc, że w tych książkach tylko to jest. Mamy tam sporo prawd uniwersalnych, fajnych opowieści i w "Skrzatach" jest przekazane dużo wiedzy z różnych dziedzin (np. rysunki i nazwy roślin). Ale zacytowane powyżej wtopy w moich oczach te dwie księgi całkowicie dyskredytują jako lektury dla dzieci.

Zamieszkały na półce:


"Florystka" jak widać powyżej już przeczytana. 

"Apokalipsa Z: mroczne dni" czyli druga część cyklu. Tom pierwszy wciągnął mnie bez reszty. Zobaczymy jak będzie teraz.

Za "Z krwi i kości" dziękuję Wydawnictwu Akurat. Recenzja, jak łatwo się domyślić, wkrótce.


Pracowałam nad:

"Projektem SEN", który pochłonął mnie całkowicie i który nareszcie mogę uznać za zamknięty. Szukamy wydawcy!

Szukaniem wydawcy dla "Syndromu Riddocha" - tu też praca wre.

Oraz nad liryką (damn!) na mensańskie wyzwanie. To zdecydowanie nie moja działka, ale przynajmniej się dobrze bawiłam. A ci, którzy będą musieli te tragiczne wypociny przeczytać - cóż, myślę, że też będą się dobrze bawić. Konkretniej: mieć ubaw.

Share:

0 komentarze