Literackie podsumowanie tygodnia #2

Kolejny tydzień - kolejne podsumowanie! Powody powstania cyklu znajdziecie w TYM POŚCIE.


Przeczytałam (3/52):


"Bisy" przywiozłam wieki temu z jakiegoś konwentu - egzemplarz wyjątkowo cenny, bo z autografem. Opis na okładce sprawił jednak, że długo nie mogłam zmusić się do lektury - nie dość, że opis mnie nie porwał, to jeszcze wynikało z niego, że to środek cyklu. W poniedziałek jednak, szukając czegoś na wieczór, pomyślałam, że warto spróbować. W końcu o twórczości Stefana słyszałam tyle dobrego... 

Żałuję, że tak długo zwlekałam - gdyby nie fakt, że ostatnio czytam wieczorami, styrana po całym dniu pracy - pochłonęłabym tę książkę na raz! Brak znajomości poprzednich części bardzo mi nie dokuczał - w istotnych wątkach łatwo było mi się odnaleźć, pozostałe - kiedyś uzupełnię. Pióro jest lekkie, fabuła wciągająca, bohater ma charakterek... Jedyne co mnie zabolało to zakończenie - cóż, to jednak cykl, i będę musiała zajrzeć do kolejnej części. Nie przeszkadza mi to jednak, bo o "Bisach" mogę powiedzieć tylko: szczerze polecam! I już zacieram łapki, by dorwać "Bisy II".

Zamieszkały na półce:


Tym razem na półce wirtualnej, ale zawsze. W ramach akcji "Przeczytam 52 książki w 2015 roku" wydawnictwo RW2010 rozdawało ebooki. Zasady były proste: bierzesz udział w wyzwaniu? Zgłoś się do nas po darmową książkę! Zdecydowałam się na "Pośród cieni". Pierwszą część cyklu czytałam wieki temu i pamiętam tylko, że wzbudziła we mnie skrajne emocje - początek wydał mi się wręcz dziecinny (to był dziwny okres w moim życiu, gdy chwilowo unikałam jakiejkolwiek fantastyki), zakończenie - okazało się genialne. Pamiętam, że po kilku rozdziałach "Dwie karty" tak mnie wciągnęły, że nie mogłam oderwać się ani na chwilę. Pora więc poznać dalsze losy bohatera. Krzyczący w Ciemności, stęskniłam się!

Pracowałam nad:

Opowiadaniem, które męczę (albo ono męczy mnie) od dłuższego czasu. Zegar tyka, deadline coraz bliżej, mi wychodzi najdłuższa historia, jaką kiedykolwiek napisałam. 
Powieścią. "Syndrom Riddocha" powoli, ale sukcesywnie się rozrasta. Mam już dość odwlekania - ostro wzięłam się do pracy. Prawdą jednak jest, że im mam mniej wolnego czasu i im więcej zajęć, tym łatwiej dzień mi ułożyć tak, by ze wszystkim się wyrobić.

Publikowałam:


W styczniowym "Szortal. Na wynos". Więcej TUTAJ.

Share:

0 komentarze