Literackie podsumowanie tygodnia #1

Literackie wyzwania budzą skrajne emocje - niektórzy z chęcią do nich dołączają, inni: intensywnie krytykują. Bo jak to tak, zmuszać się do czytania? Tylko dla jakiegoś wyzwania? Ewentualnie: ja i tak czytam, na co mi więc takie zabawy? Argumentów przeciw jest sporo, jedne z sensem, inne nie.


Ja akurat jestem osobą, która lubi wszelkie "zabawy" - a dla mnie takie wyzwanie do tej kategorii się zalicza. Skoro i tak dużo czytam - czemu nie podkręcić atmosfery i nie postawić sobie za cel określonej liczby (minimum) książek w roku? Szczególnie, że ciągle sobie wyrzucam, że czytam za mało (taki paradoks: wiem, że dużo, ale to i tak za mało). Wyzwania mnie bawią i motywują do samodoskonalenia (uważam, że czytanie książek jakąś formą samodoskonalenia jest). Dlatego z radością dołączyłam do wydarzenia: Przeczytam 52 książki w 2015 roku. Szczegóły tutaj! Powód jest jeszcze jeden - od dawna chodził za mną cykl na blogu, w którym będę podsumowywała to co udało mi się przeczytać w ostatnim czasie, jakie książki kupiłam/wypożyczyłam, ewentualnie nad czym sama pracuję - ot, literackie podsumowanie tygodnia. Recenzji pisać nie będę, chyba że coś naprawdę mnie zachwyci - ale postaram się zawsze podzielić kilkoma słowami opinii.

Koniec gadania, bierzemy się do roboty - w tym "tygodniu" (wyjątkowo uwzględniam okres od początku roku)...

Przeczytałam (2/52):


Obie książki rozpoczęłam w 2014 roku, postanowiłam jednak uwzględniać je w rankingu. Powód jest prosty: mam aktualnie kilkanaście książek napoczętych i będę pewnie je nadrabiać przez kilka najbliższych tygodni/miesięcy. Uwzględniam je więc w wyzwaniu, najwyżej pod koniec roku zostaną potraktowane jako nadwyżka.

"Kto wiatr sieje" nie wzbudził mojego zachwytu. Część pierwsza serii, "Kwiaty na poddaszu", była tak genialna, że wysoko stawiłam poprzeczkę. Tutaj mamy powieść przesiąkniętą domysłami, romansami, namiętnościami... i tyle. Natomiast "Zarządzaj swoim umysłem" to kolejna z przeczytanych w ostatnim czasie przeze mnie książek dotycząca samodoskonalenia - znalazłam w niej trochę wskazówek dotyczących działania ludzkiego umysłu. Czytałam ją od deski do deski (a nie tak jak karzą autorzy: te rozdziały, które zainteresują), miejscami więc się nudziłam. Ogólnie jednak: pozycja lekka, przyjemna, warta uwagi (jeśli kogoś temat interesuje).

Zamieszkały na półce:


"Ostatni patrol" dostałam w prezencie. To kontynuacja serii, którą bardzo lubię - myślę, że mnie nie zawiedzie, wszystkie poprzednie części były dobre. Natomiast "Galerię dla dorosłych" dorwałam w Media Markt za dyszkę. Polowałam na "Maszynę do pisania" Bondy, gdyż źle przeczytałam, że premiera w styczniu (jednak trzeba czekać do lutego) - książkę, która jest poradnikiem pisania. "Galeria..." przykuła moją uwagę genialną okładką. Potem okazało się, że to... dekalog pisarski, właśnie. Zobaczymy co to będzie, bo z autorem nie miałam jeszcze do czynienia.

Pracowałam nad:

1. Drugim opowiadaniem do pewnej tajemniczej antologii. Więcej zdradzić nie mogę.
2. Pewnym tajemniczym projektem - walczę o dość nietypowe (z uwagi na nurt w którym zwykle tworzę) zlecenie, ale jednocześnie - dziwnie z nim harmonijne. Czy coś z tego wyjdzie - nie mam pojęcia, nie zapeszam. Wiem, że chciałabym.
3. Powieścią, oczywiście. "Syndrom Riddocha" się rozrasta. Wybuchy, pościgi, potwory, akcja!




Share:

1 komentarze

  1. Tak bardzo chciałabym mieć tyle czasu na czytanie książek, co kiedyś...

    OdpowiedzUsuń