Alvethor. Białe miejsce - opowieść o tym jak książka wyżarła mi mózg

Właśnie skończyłam czytać "Alvethor" Magdy Kałużyńskiej. Matko jedyna, jak bardzo mam mieszane uczucia! Wstrząśnięta, zmieszana i jeszcze wyciśnięta - tak bym określiła swój stan (a właściwie stan swojego umysłu) po lekturze. Tak czy siak: przypominam gąbkę wciśniętą w sokowirówkę. Tylko skąd tu tyle krwi?!




Tak, tak, książka. Wracając: co my tu mamy? Ano, historię. Konkretniej: wstęp do niej, gdyż Białe Miejsce jest pierwszą częścią cyklu. O fabule nie mogę wiele powiedzieć, by nie zepsuć frajdy z lektury, ujmę to więc tak:
- są morderstwa, bardzo brutalne dekapitacje - tylko nikt nie wie gdzie głowy się podziały;
- są potwory, bardzo dziwne stwory - a może to tylko chorej wyobraźni wytwory?;
- trwa nabór do misji/jednostki, są więc tu także rekruci i generałowie;
- jest kosmos też, a co - prawie że podróże międzygalaktyczne, istne szaleństwo;
- ach, i jeszcze taki dziwny głos, który w kółko marudzi o kwantyfikacji tezy - co on bierze?

"Alvethor. Białe miejsce" przeczytałam jednym tchem. Jest to o tyle zaskakujące, że choć mam milion zarzutów do tej książki, to bawiłam się więcej niż doskonale. Dziwactwo, prawda?

Magda ma bardzo specyficzny styl pisania - chciałabym powiedzieć, że albo się go kocha, albo nienawidzi, ale ja jestem idealnie po środku, zależnie od tekstu wpadając w wybrane skrajności. Lektury nie ułatwiał mi fakt, że Magdę znam i bardzo lubię - widziałam więc jej odbicie, jej teksty, ba! nasze fejsowe rozmowy na kartach powieści.

Zacznę więc może od marudzenia (bo ja taka marudna ostatnio). W "Alvethorze" najbardziej mnie bolały dwie rzeczy: scena pierwsza, w trakcie której jesteśmy świadkami niewiarygodnego przestępstwa... Jako fanka kryminologii i kryminałów czytając wypowiedź strażaka: tey, dajcie mi tu czarne wory, bo kawałki ciała odgrzebałem (cytat z pamięci) - musiałam mocno nadwerężyć wiarę w swoją wiedzę. A właściwie - użyć magicznego przycisku, zrobić pstryk! i wyłączyć wszystko to co wiem o zabezpieczaniu miejsca zbrodni.

A jaki jest mój drugi powód marudzenia? Charaktery postaci. Bohaterowie są bardzo do siebie podobni - podobnie myślą, mówią itd. W tym miejscu powinnam napisać, że postaci odebrałam jako płaskie - ale nie mogę. Po prostu - nie mogę. Ponieważ gdy dotarłam do końca, zrozumiałam, że tych bohaterów splata Los. Oni zostali wybrani do pewnego zadania. A skoro zostali wybrani, to logiczne jest, że jakiś klucz został zastosowany. Zbieżność charakterów w tym momencie stała się dla mnie logiczna. Powinnam też napisać, że wymęczyło mnie to strasznie. I znowu: nie mogę. Bo nim zdążyłam się zreflektować, że coś tu zgrzyta - dobrnęłam do końca.

Moi mili, "Alvethor. Białe miejsce" wciąga. Bo to jest tak: genialny i przesiąknięty sarkazmem dowcip Magdy trzeba lubić (a książka jest nim solidnie doprawiona), na kosmicznie-straszną fabułę trzeba przyzwolić (bo to nie są wątki dla każdego horrormaniaka); dziwną stylistykę, długaśne rozdziały, dialogi ciągnące się stronami - w tym trzeba gustować. Wszystkie te wymienione elementy można odebrać zarówno jako największe zalety (tak jak ja odbieram), ale i jako wady. Jednak faktu, że niezależnie od upodobań oderwać się od książki ciężko - nic nie podważy. A chyba właśnie to "wciąganie" (niczym spłuczka toaletowa w samolocie - dziesięć punktów dla tego kto wie, czemu akurat w samolocie) jest wyznacznikiem jakości książki. I dlatego z czystym sumieniem "Alvethor. Białe miejsce" mogę polecić każdemu, kto chce mieć zmiażdżony mózg. Polecam to uczucie!

To bredziłam ja. Sylwia Błach.

(Na stylistykę wypowiedzi wpłynęło długotrwałe obcowanie ze stylistyką książki Magdy... sorry, taki mamy klimat)


(Dziękuję autorce za przekazanie egzemplarza - nie do recenzji, ale i tak masz, ha! <3)

Share:

1 komentarze

  1. Nie znałam tej książki, ani autorki. Jednak wydaje mi się, że bohaterowie, nawet bardzo do siebie podobni, mający podobny sposób widzenia świata, powinni się różnić, choćby szczegółami. Motywacją ich myślenia czy czymkolwiek. Nie wiem, na ile występowało to w tej książce.

    OdpowiedzUsuń