Wszyscy chcą kochać

Ostatnio na fejsBogu pojawiło się pewne konto. Stworzone z myślą o osobach niepełnosprawnych, mające ułatwiać im... życie? Funkcjonowanie? Znalezienie miłości? Tak, chyba o to ostatnie najbardziej chodzi. I, jak zwykle widząc taki twór - z chorą ciekawością obserwowałam co z tego wyniknie. Jestem przerażona. Ponownie.

Na NM (nazwijmy skrótem tę stronkę, podanie pełnej nazwy byłoby reklamą, na którą totalnie nie mam ochoty) można zostawić swój anons. Z jednym warunkiem: w anonsie trzeba umieścić któreś ze słów kluczowych (niepełnosprawny, chory, opiekun itd.). To nic odkrywczego - widywałam w sieci portale z myślą o samotnych niepełnosprawnych szukających miłości. Zgodnie ze starą zasadą: wszyscy chcą kochać.

Nie o tym jednak do czego kto ma prawo i na co ma ochotę. A o mentalności. Bo czytając anonse otwieram oczy szeroko ze zdumienia. Ludzie, po raz tysięczny pytam: co z Wami?

Rozumiem, że użycie któregoś z haseł jest wymogiem (choć głupim, ale jest). Czemu jednak to jedyne co umiecie o sobie napisać? "Pokochaj mnie, jestem normalny, szukam dziewczyny, jestem niepełnosprawny". Potrzeba bycia akceptowanym i kochanym leje się tęczowym strumieniem z ekranu. To straszne i smutne, bo nawet ja, jako wózkowiczka od zawsze, widząc coś takiego zaczynam myśleć stereotypami: życiowe sieroty, namolnie pragnące miłości, samotne i zagubione w świecie, nie mogące dać od siebie nic więcej poza uczuciowym rzygnięciem. Bez pasji, bez życia, pragnący tylko jednego: akceptacji i czułości.

Jestem wredna i złośliwa z natury, każdy więc pewnie domyśla się jak moja przygoda z NM się rozwinęła. Nie, spokojnie, nie zostawiłam anonsu (ktoś by mnie za to ukatrupił). Ale zamieniłam kilka słów z jednym chłopakiem. Do moich negatywnych cech (z których jestem dumna) można dopisać: dosadność. Gdy więc powiedziałam rozmówcy co o tym myślę, o jego marudzeniu (Polska jest zła, świat jest zły, blablabla) usłyszałam, że mogę go zmienić. Chce, bym go zmieniła. A zmieniaj się sam!

Nie wierzę, że ktoś znajdzie miłość w takim miejscu, w ten sposób. Nie jestem przeciwniczką portali randkowych etc., o czym już wspominałam wielokrotnie, ale pisząc tak żalem ociekające anonse - pogrążamy się w oczach normalnych sprawnych. Może równie samotny niepełnosprawny zechce się związać z twórcą anonsu, tego nie wiem, bo to co siedzi w głowach ludziom tak zagubionym jest mi zupełnie obce. Co innego jednak najbardziej mnie przeraża.

Meritum sprawy: fetysz. To jedyne słowo, które nasuwa mi się na myśl widząc NM. Przerażające miejsce dla ludzi, którzy chcą związać się z niepełnosprawnym... bo jest niepełnosprawny. I tyle. Nie dlatego, bo jest fascynujący, ładny czy ciekawy. A wyłącznie dlatego, bo napisał o tym, że jest chory i że potrzebuje opieki. Idealna pożywka dla osób, których pobudki moim zdaniem nie są do końca normalne... Co innego być z kimś, bo się go lubi. Kocha. Bo się jest zafascynowanym urodą czy charakterem. Dziwnie się jednak robi, gdy jest się z kimś dlatego, bo ma fizyczne ograniczenia. Niepokojące, nieprawdaż?


Dzisiejsza notka jest bez wniosków z mojej strony - to opowieść o tym co dzieje się w tej mrocznej i kulawej stronie internetu. Mam nadzieję, że każdy wnioski wyciągnie sam. Bo ja takich miejsc nie ogarniam - i, przede wszystkim, ogarniać nie chcę.

Share:

4 komentarze

  1. rozmawiałyśmy o tym na żywo, pamiętasz?
    cierpiętnictwo.
    i marnowanie sobie życia.
    szkoda.
    ale przecież od dziecka wbija się niepełnosprawnym do głów, że muszą, absolutnie muszą mieć kogoś, kto się będzie nimi opiekował.
    bo bez tego ani rusz.
    no i tak to się kręci potem....

    OdpowiedzUsuń
  2. I za to Cie podziwiam, jesteś sobą i nie patrzysz na to co ludzie powiedzą, mówisz to co chcesz i wykorzystując życie na tyle ile można. Skoro jeśli taka przykładowa Sylwia może spotykać się z przyjaciółki, normalnie żyć, życiem jakim nawet niejeden "zdrowy" mógłby Ci pozazdrościć to po co marudzić i płakać? Mi osobiście wydaje się, iż chodzi tutaj o jakąś ogólną postawę, która narzuca społeczeństwo tym ludziom, i którą oni boją się złamać. Możliwe jednak, że się mylę...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesli okreslone strony/serwisy nam sie nie podobaja najrozsadniej jest z nich nie korzystac. Nalezy jednak pamietac, iz w karzdym spoleczenstwie sa osoby uwazajace siebie za nieszczesliwe, niemogace odnalezc sie w zyciu i dla nich tez musi byc miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kojarzę NM i podpisuję się pod tym co napisałaś obiema rękami i nogami. Nie zgodzę się tylko z jednym. Każdy człowiek, również fetyszysta ma serce, potrafi kochać, chce kochać oraz być kochanym... Pociąg fizyczny nie wyklucza uczuć. To nie moja wina, że jestem ON i to nie wina fetyszystów, że czują pociąg do ON. Tacy już jesteśmy.

    OdpowiedzUsuń