Rzut okiem na... "Dwa lata strachu"!

Coraz bliżej premiera mojej autorskiej anotologii "Dwa lata strachu", która ukaże się nakładem Horror Masakra. Przy okazji oficjalnej zapowiedzi - obiecywałam różne niespodzianki i ciekawostki. Dziś pora na pierwszą z nich!

Jakiś czas temu zbierając opinie - poprosiłam moją kochaną Magdę Kałużyńską (autorkę m. in. powieści "Ymar", aktualnie pracującą nad powieścią "Alvethor") o krótką wypowiedź na temat antologii. Dziewczyna ma gadane - to trzeba przyznać. Z dwóch krótkich zdań zrobił się prawie że epicki esej! Dziś więc go udostępniam. Potraktujcie słowa Magdy jako kolejną z zapowiedzi "Dwóch lat strachu". Oddaję głos!

Wypowiem się teraz szczerze, gdyż inaczej niż szczerze nie umiem się wypowiadać. Ci ludzie, którzy mnie znają, wiedzą, że nie kłamię. W ogóle. Albo mówię prawdę – jakakolwiek owa prawda by nie była, albo nie mówię nic.

Niniejszym również wypowiem się tylko i wyłącznie prawdziwie o prozie Sylwii Błach, a konkretnie o zbiorze Jej opowiadań.

Cóż…
Cóż…
Cóż…

Przyznam, że jeżeli chodzi o opowiadania jakiekolwiek jestem nie tylko prawdomówna w ich ocenie, czy recenzowaniu. Jestem również niezwykle wybredna. A to mi nie odpowiada tematyka, a to psioczę na styl Autora, a to czepiam się jak rzep psiego ogona sformułowań tak zwanych „niefortunnych”. Innymi słowy… bardzo trudno jest mnie literacko zadowolić. Do niedawna myślałam, że mało jest na świecie tekstów, które wciągną mnie jak bagno i będą przy tym porządnie napisane. Jakie było moje (szczere, bo niby jakie) zdziwienie, kiedy…

Stop, stop. Powinnam zacząć od początku. A na początku było marzenie. Marzyłam sobie, siedziałam na krześle i machałam nogami, gryzłam ołówek. Marzyłam o uczuciu dręczącego niedosytu po skończeniu czytania książki… albo opowiadania. Albo zbioru opowiadań. Dodam, że zbioru opowiadań jednego Autora. O tym marzyłam. Następnie wpadło w moje łapy coś zatytułowane „Dwa lata strachu”. Lekturę tegoż zbioru opowiadań zaczęłam „z pewną taką nieśmiałością” – cytując niegdysiejszą reklamę. No i… mnie wciągnęło. HA! Czyli marzenia się spełniają. Nie dość, że mnie wciągnęło to koniec każdorazowo wyskakiwał, niczym Filip z konopi, czyli niespodziewanie. Nawet, czego się po sobie nie spodziewałam, kilka razy poczułam ni mniej ni więcej, tylko jakbym dostała obuchem po łbie. No, no… Gratuluję Autorce, gratuluję, gdyż takie odruchy i uczucia przywróciły mi wiarę w po pierwsze mój system nerwowy (że wciąż działa i że nie jestem maszyną) oraz wiarę w ludzkie możliwości literackie. A Sylwia Błach ma możliwości literackie spore i w tekstach owych wyczuwalne. Stąd ten obuch na łbie moim. Dodam, że znam te teksty, gdyż miałam okazję je czytać tam, gdzie oryginalnie były publikowane. Ale, ale zebrane w jedno miejsce nabrały jakby innego wymiaru. Powiewu nowości nabrały, że hej. Czytałam te wszystkie teksty jakby po raz pierwszy. Gdybym była młodsza napisałabym – czytałam te opowiadania z wypiekami na twarzy, zupełnie jak dziewica. Oczywiście, oczywiście… mam kilka moich faworytów… wielkim sentymentem darzę „Falowanie”, jak również drżąco westchnęłam podczas czytania tekstu zatytułowanego „Restart umysłu”. Coś pięknego. Coś smacznego.

Nie kadzę teraz czczych komplementów, mówię prawdę. Proza Sylwii bardzo mi się podoba. Teksty czyta się błyskawicznie i rzeczywiście, po lekturze, zostaje niedosyt. Plus nad głową pojawiają się, niczym dymki z komiksu, pytania – a co dalej? To JUŻ koniec? Co by było, gdyby… Hej, ale to pierwsza część, prawda?

Prawda?

Takie zachowanie czytelnika, czyli w tym przypadku mnie, świadczy o wielu sprawach… Owszem, mogę na przykład mieć nerwicę, albo ewentualnie mogłam dostać nakrętu pocukrowego. Nic z tych rzeczy. Opowiadania Sylwii czyta się błyskawicznie dlatego, że ta młoda i wielce zdolna Autorka do perfekcji opanowała warsztat pisania tegoż właśnie tworu prozą, jakim są opowiadania. Oczywiście, mogę się czepiać, że te opowiadania są, każdorazowo, za krótkie… Bo są. Bo są i już. Za krótkie. I chyba to jest jedyna ich wada. Przynajmniej dla mnie. Jak już wspomniałam jestem niezwykle wybredna… Ale przejdźmy do meritum. Oświadczam niniejszym, że nie pozwolę, żeby literacki talent Sylwii się zmarnował oraz wyparowała jej z głowy tona pomysłów tamże bulgocząca (a łeb z pomysłami ma dziewczyna jak sklep) i miejsca proszę, żeby przyjęła moje serdeczne gratulacje z powodu przejścia na wyższy etap literacki, potencjalnemu Wydawcy „Dwóch lat strachu” gratuluję wyboru naprawdę ciekawej i rzeczywiście wciągającej pozycji wydawniczej oraz pozwolę sobie zachęcać Sylwię do napisania formy dłuższej, znaczy powieści. Najlepiej kilkutomowej. 

I na koniec mała prośba kolejna – zarezerwujcie mi, proszę, egzemplarz książkowy antologii „Dwa lata strachu” i chciałabym, żeby Autorka naściboliła specjalnie dla mnie autograf oraz dedykację. I żeby to całą stronicę książki owej zajęło…
Serdeczności
Magdalena K. Kałużyńska



Share:

1 komentarze

  1. Gdybym była młodsza, to bym Cię, Kochana moja, adoptowała. No i tak, że nie napiszę "powodzenia z antologią", tylko napiszę - ROZWAL SYSTEM!!! Byle nie głową ;)
    Ave Szatan! Zuo, mrok i orzeszki ziemne!
    Sesesese...
    (dobrze napisałam?)
    3:)

    OdpowiedzUsuń