Demononicon - dzieło diabła czy boska interwencja?

Mijają godziny... A ja po raz kolejny zaczynam pisać recenzję. Słowa uciekają spod palców, gdy chcę opisać wrażenia z lektury "Demononiconu" - mrocznej i niezwykłej księgi... Opisuję każde opowiadanie z osobna i kasuję wszystko po chwili - bo jaki jest sens recenzji, w której co chwilę pojawiają się słowa: świetne i genialne? Mogę szukać synonimów, lecz sens pozostaje ten sam - tekst wychodzi bez sensu. Zamykam oczy, pełna niepokoju i mrocznych wspomnień i nagle stwierdzam - nie, nie dostaniecie dziś recenzji, moi mili. Dostaniecie to, w czym jestem najlepsza - opowieść. Gdy żar leje się z nieba, umysł domaga się eksperymentalnych wysiłków. Niepokojącej lektury Wam teraz życzę!



Sylwia chwyciła mroczną księgę. Drżenie rąk zdradzało jej podekscytowanie. Właśnie trzymała coś niezwykłego - "Demonononicon". Pięćdziesiąt stron szatańskich historii oprawionych w mroczną okładkę. Uśmiechnęła się z przekąsem do własnych myśli i z zaskoczeniem stwierdziła, że jakkolwiek nie znosi szatańskiej symboliki, tak ta okładka przykuwa uwagę. Mami i kusi. Podoba jej się.

Za oknem coś drgnęło. Uniosła wzrok wpatrując się w ciemność. "Nietoperze" - cicho wyszeptała uśmiechając się. Uwielbiała trzepot ich skrzydeł po zmroku i urocze pyszczki. Lampka zamigotała, jak zawsze gdy na dworze szalał wiatr. Kieliszek krwistoczerwonej nalewki wabił zmysły... Upiła łyka, wygodnie usiadła i zatopiła się w lekturze...

"Ach, Magda, Magda!" - pomyślała ze śmiechem czytając "INRI". Zakręcony burmistrz wciągnięty w sprawę spalonego kościoła przypominał jej kogoś, kogo całkiem dobrze znała. Bohatera z wielu innych tekstów tej autorki, tak charakterystycznego i wygadanego. Z fascynacją obserwowała bieg zdarzeń, przyznanie się do winy i spowiedź księdza. Myślała o błędach młodości, grzechach i przystojnym tajemniczym młodzieńcu, który też czasem z nią rozmawiał. Zachłysnęła się opowieścią i zamknęła oczy z żalem, gdy ta szybko się skończyła. Zbyt szybko, jak wszystko co dobre. Nie bolało jej, że w połowie przewidziała zakończenie - wręcz przeciwnie, czuła się dumna: świadoma, że rozgryzła temat.

Ktoś zapukał w okno. Podniosła oczy przestraszona, ale to tylko gałąź szalała na wietrze.

Następny był Dawid. Kain, zresztą, jak ten od Abla. Jego "Incydent" pochłonął ją bez reszty. Charakterystyczny styl biblijnego brata zapewnił rozrywkę na kilka minut. Opowieść urwana w pół zdania i nagła zmiana czasu akcji wprawiły w zdumienie. Przez chwil kilka gapiła się na kartkę, zastanawiając, czy to "a nie w" urwane jest błędem w druku czy fragmentem opowieści. Dobrnęła lecz do końca i z uśmiechem stwierdziła, że autor zastosował ciekawy zabieg w swojej historii. "Ten sam, którym ja rozpoczęłam Bo śmierć to dopiero początek" - powiedziała z dumą. Drgnęła, gdy jej własny głos odbił się echem wśród ścian. Przez chwilę miała wrażenie, że ktoś szepcze jej do ucha coś o lasach, gęstych i ciemnych, o postaci z rogami i szaleństwie, które dopada człowieka. A może szatanie? Bo jaka właściwie jest różnica?

Uśmiech rozpromienił jej twarz, gdy wróciła do lektury. "Baby, join me in death" - zanuciła cicho swoją ukochaną piosenkę, dając autorowi "Odlewu" pięć punktów na starcie. Jej kochany cytat otwierający opowieść musiał coś znaczyć... Spodziewała się mrocznej historii, pełnej gotyckich nawiązań i szatańskich rytuałów. Spodziewała się przystojnego mężczyzny o smoliście podkreślonych oczach i cichego wibrującego głosu w swej głowie...

Dostała coś innego. Jęknęła z zawodu, gdy historia zaczęła przemieniać się w dziwny erotyk, ale po chwili krew radośnie zaczęła buzować w ciele. Dostała Jezusa i jego brata. Historię o walce, życiu i sensie. Choć nie było to to, czego się spodziewała - nie czuła, że zmarnowała czas. Myśl o tęsknocie i zemście wypełzła uśmiechem na jej usta... Czuła tę opowieść, chłonęła zmysłami, nerwowo przewracając strony i zanurzając usta raz po raz w krwistym trunku.

Lampka zamigotała i zgasła. Sylwia cicho zaklęła. Po omacku przeszła do włącznika i górne światło zalało pomieszczenie. Podeszła do stołu, zajrzała pod klosz i odkryła, że cienki drucik pękł. Żarówka umarła.

"Umarła... Tak jak bohaterka" - pomyślała kilka minut później, będąc już po lekturze "Kultu" Karola Mitki. Lasy, mrok, ciemność, szatan, tajemnica, nadzieja, oszustwo i bardzo dobry finał, pełen piekielnego ognia zapewniły jej chwil parę rozrywki prostej, lecz niezwykle wciągającej.

"Radecki" - wyszeptała, a głos znów odbił się echem. W pomieszczeniu zalanym światłem nie robił takiego wrażenia, lecz cieni na ścianach jakby stało się więcej. "Per Aspera Ad Inferi" - powiedziała zamyślona. Nieodłączny towarzysz smartfon szybko rozwiązał zagadkę - "Przez trudy do piekła". Uruchomiła piosenkę o tym tytule i oddała się lekturze. Spowiedź, zbrodnia, kara, obietnica, kuszenie... Tak oklepane by mogło się wydawać - a jednak. Gdy wokalista Ghost B.C. szeptał tytuł opowiadania, Sylwia otwierała coraz szerzej oczy ze zdumienia. "Najlepsze" - pomyślała, gdy dobrnęła do końca. Zaskoczył ją fakt, że wśród samych dobrych tekstów znalazła perełkę. Czyżby sam Szatan maczał pazury w tej księdze, że była tak doskonała?

Po ostatnie opowiadanie sięgnęła po krótkiej przerwie. Przerwie spędzonej z zamkniętymi oczami, na rozmyślaniach nad tekstem. I swoim SŁOWEM. Czy je odnalazła?

"Tkwi w szczegółach" - przeczytała i od razu pomyślała - diabeł. Miała nadzieję, taką małą i złośliwą, że ten tekst będzie słaby. Niech coś się wyróżnia, niech okaże kiepskie, niech rozwali mózg swoim bezsensem! Miała nadzieję, ale zero wiary. Po Kyrczu i Miśtaku nie mogła spodziewać się niczego słabego.

Szybko przeczytała historię pewnej rodziny, początkowo gubiąc się w narracji, by w końcu zrozumieć zamysł. Udany, jak zwykle. I choć uczucie deja vu towarzyszyło jej przez chwilę - najdłuższe opowiadanie w antologii wciągnęło ją bez reszty.

Dotarła do ostatniej strony, spojrzała na okładkę, na której widniało logo jej ulubionego bloga - Rozkoszy Umysłu - i odetchnęła. Z żalem - że to już koniec. A potem cicho zgasiła światło i przemknęła się do swojego pokoju, by nie obudzić domowników. Tylko rogaty cień, który szedł krok w krok za nią, nie dał jej zaznać spokoju...

Dziękuję Wydawnictwu Horror Masakra za przekazanie egzemplarza do recenzji!

Share:

3 komentarze

  1. Dzięki, Sylwia! Za świetną recenzję i dobre słowo! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć :) Czy na Twoim blogu jest może jakaś notka odnośnie tego, skąd czerpałaś inspiracje na swoją powieść? Nie mam czasu przekopać wszystkich wpisów, choć bardzo mi się podoba, jak i o czym piszesz, a bardzo mnie ten aspekt ciekawi. Sama od dawien dawna marzę o napisaniu własnej książki, ale na marzeniach się kończy... :( Czasem mam jakieś pojedyncze, urwane pomysły, których nijak nie idzie posklejać w całość. Zastanawiam się, jak napisać dziś coś, co już nie istnieje gdzieś w świecie, coś oryginalnego i chwytliwego. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat? Pozdrawiam Cię serdecznie!

    OdpowiedzUsuń