Żyj!

Jest we mnie głęboko zakorzeniona potrzeba życia. Tak, dokładnie: życia, a nie egzystowania. Potrzebuję być w ciągłym ruchu, spełniać swoje marzenia, pracować długimi godzinami i bawić się nocami. Wszystko to mnie uszczęśliwia. Jestem gotowa ciężko harować, by osiągnąć cel - praca sprawia mi swego rodzaju frajdę. A jednocześnie potrafię się zapomnieć w tańcu czy cieszyć słońcem - tak po prostu.


Ostatnio - nabieram tempa. Zawsze lubiłam swoje życie, ale jak u każdego - są czasem dni lepsze, czasem gorsze. Szczególnie nienawidzę zim - moje chęci do wygrzebania się spod koca są zerowe. Ale teraz... mamy lato. A ja po raz pierwszy w życiu czuję, że sama za sobą nie nadążam. I dobrze mi z tym jak nigdy wcześniej!

Sobotę i niedzielę spędziłam w Warszawie. Było przebojowo! Najpierw Dark Market i wybory Miss Poison. Spacer między stoiskami, kilka dobrych drinków, trochę zachwytów nad ubraniami, na które może mnie będzie stać za sto lat... Gotycka norma. Było zacnie. Wyborów oczywiście nie wygrałam - ale dziewczyna, która dostała tytuł, była tak śliczna i miała tak wspaniałą figurę, że uważam wybór jury za w pełni uzasadniony. W ramach nagrody pocieszenia dostałam kokardkę - co mnie trochę zaskoczyło. Ale jest piękna i pasuje mi do wielu strojów. 



Po targach - z przyjaciółką zostałyśmy na Vampiriadzie. Nie wiem co pisać, nie wiem co myśleć... Po najbardziej kultowej klubowej imprezie gotyckiej w Polsce spodziewałam się Bóg wie czego. I, jak łatwo się domyślić - zawiodłam się. Ludzi było mało, a klimat - fajny i tyle. Chyba miałam zbyt wygórowane nadzieje. Jednym Vampiriada wygrywa z innymi imprezami - muzyką. Jeśli nawet ja dobrowolnie wyszłam na parkiet i bawiłam się przy tym świetnie... wiedz, że coś się dzieje. 

Powrót nad ranem, krótki sen... i zostało jeszcze kilka godzin na spacer. Celem wędrówki zostało Centrum Nauki Kopernik. Nawet tam wyczuli we mnie psychopatyczną socjopatkę (urządzenie badało reakcje na obrzydliwe/słodkie/dziwne bodźce) - dowód na jednym ze zdjęć. Tyle frajdy, jestem Sherlockiem! 


Tyle z weekendu. Tak niedawno, a jakby sto lat temu. Walczę ze sprawozdaniami na pewne laboratoria i tak uciekają mi godziny, ciągnąc się przy tym w nieskończoność... Mam nadzieję, że się wyrobię do niedzieli. Nie cierpię tych zagadnień - to chyba jedyny temat, którego stuprocentowo nie ogarniam. Ale radę trzeba dać.

Dzisiaj lekarz - znowu wyjazd. Wiecie, że na dostanie się do lekarza rehabilitacji po jeden kwitek czeka się kilka miesięcy? Ja jak się dowiedziałam mało co z wózka nie spadłam. Na szczęście okazało się, że w małej miejscowości niedaleko mnie jest lekarz, który przyjmuje od ręki. Ale ile godzin spędziłam na telefonach - to moje. Teraz tylko wznoszę modły, by bez marudzenia wypisał mi niezbędny papierek - i będzie dobrze. W końcu ruszę oficjalnie z załatwianiem wózka manualnego. Bo ile to się może odwlekać!

A już jutro... Znowu Warszawa. Do piątku. Półfinały konkursu Mocne Strony Kobiety organizowanego przez Cosmopolitan - jestem w szoku, że się dostałam. To takie niezwykłe, gdy wysyłasz zgłoszenie na konkurs z myślą "a nuż się uda", a potem dostajesz informację, że masz wbić do stolicy na trzy dni, rozkoszować się do woli urokami dopiero co otwartego Hiltona, specjalnymi pokazami i w międzyczasie wziąć udział w na pewno przemiłej rozmowie z jury. Dobra, wiem, że się chwalę. Ale jaram się tym wyjazdem tak, że od wczoraj chodzę z głupim bananem na twarzy. Tyle wolności, tyle szczęścia!

I tyle dylematów: czy brać laptopa, by popracować i się pouczyć? :P

Oczywiście bez przygód się nie obyło - PKP szaleje, jak zawsze. Tak, moi mili, będę jechała pociągiem! Nie swoją słodką Koleją Wielkopolską, a normalnym (czytaj: nie-elfem) pociągiem zasuwającym między województwami. Opowiem Wam wszystko ze szczegółami jak wrócę - myślę, że wózkowiczom przyda się informacja z pierwszej ręki jak podróż się odbywa. I opowiem też o dzisiejszej rozmowie telefonicznej, która przyprawiła mnie o zawał - apropo przystosowania pociągów. Ale najpierw chcę dojechać do celu - potem mogę gadać co z tego wyszło. Wiecie, muszę mieć wszystkie dane ;)

Znowu się rozpisałam. Chyba normą jest, że w trakcie sesji/zaliczeń/egzaminów wzrasta częstotliwość notek. W sumie każda motywacja jest dobra (nie pytajcie o logikę tego wniosku, bo logika chyba nie istnieje).

Czuję się świetnie, żyje mi się świetnie. Podejrzane jak wiele się układa - oby to się nie zmieniło. 

Pamiętacie, że o marzenia trzeba walczyć, prawda? Mi się w takich chwilach przypomina notka z początku tego roku, w której obiecałam sobie jeszcze intensywniej dążyć do celów. Udaje się. To niezwykłe ile nasz umysł może zdziałać.

Share:

3 komentarze

  1. jesteś wspaniała! zazdroszczę Ci tej energii i determinacji. Daj mi jej trochę, proszę.

    OdpowiedzUsuń
  2. to sie nazywa zdeterminowana kobieta! :)

    OdpowiedzUsuń