WalęWTynki czy Walentynki?

Nadchodzą walentynki... I znowu się zaczyna. Wszędzie wokół serduszka, czerwone kwiaty, kiczowate kartki. Wiele osób zacznie zaraz marudzić - że to nie nasze święto, że tandetne, że chodzi o wyciągnięcie kasy z naszych portfeli. Coś w tym jest. Ale osobiście mi to wcale nie przeszkadza. Bardziej mnie denerwuje to całe gadanie...

Właśnie! Bo ile można narzekać? Wchodzę na fejsa, a tam tablica zasypana postami antywalentynkowymi. Wchodzę na skrzynkę mailową, a tam oferta Enemefu - Noc Grozy. Z okazji antywalentynek, oczywiście. Nie powiem, kusząca opcja na sobotni wieczór, ale nadal nie rozumiem. Czemu tak bardzo musimy być marudni? I nie chcę słyszeć, że to takie nasze polskie. Ze złymi nawykami się walczy, a nie zrzuca na narodowość!

Lubię walentynki. Tak po prostu. Choć jestem typem wiecznej singielki, to lubię patrzeć na uśmiechniętych ludzi, na młodych, którzy nieśmiało chwytają się za ręce. Ja zawsze spędzam je zwalniając, w miłym towarzystwie, tak po prostu, ciesząc się sobą. Nie przeszkadza mi to, że nagle wokół jest więcej miłości. Co w tym złego?

Oczywiście najczęściej słyszanym argumentem, jest że walentynki nie są naszym świętem. I co z tego, skoro uruchamiają w nas pozytywne bodźce, mają na celu wywołać więcej radości? Podobnie jest ze świętem przytulania - nikt nie wie skąd się wzięło, ale każdy lubi się przytulać. Czemu więc 14. lutego zaczynamy marudzić, gdy chodzi o uczucia? Owszem, jest polska Noc Kupały. Kto jednak zabrania świętować i jedno i drugie? Czemu w pogoni za "polskością" odrzucamy wszystko to co obce, nawet jeśli niesie prosty przekaz - kochajmy się!

Marudzimy, że chodzi o wydanie pieniędzy. Tjaa, tak samo jak w Boże Narodzenie czy na zająca w Wielkanoc. Jak na Dzień Kobiet, Dzień Matki, Dzień Dziecka. Przecież prezentem może być spacer, wspólna kolacja przy świecach, bukiet drobnych kwiatków, namiętny pocałunek na przywitanie! Bliskość, po prostu. Niby nic, a jednak wiele, w zwariowanych czasach, w których gonimy za pieniędzmi i marzeniami.

Wielu przeciwników mówi też, że miłość nie potrzebuje święta. Może jestem młoda i niedoświadczona, ale trąci mi to lenistwem i naiwnością. Chciałabym zobaczyć pary, najlepiej o dłuższym stażu, które bez okazji się zaskakują. Kupują sobie kwiaty, zabierają na romantyczne wycieczki, choćby obserwowanie zachodu słońca, czy nawet porywają na zlot motocyklistów czy dziką imprezę (kto powiedział, że musi być słodko? ma być z miłości). Zapominamy o takich rzeczach, choćbyśmy nie wiem jak się starali. Tak jesteśmy skonstruowani, że gdy czujemy się w związku bezpiecznie, odechciewa się nam starać. Oczywiście nie zawsze tak jest, ale często. Warto z tym walczyć, a moim zdaniem każda motywacja jest dobra.

Dla mnie właśnie o to chodzi w walentynkach. O przypomnieniu o bliskości. O kolejnej okazji do spotkania. Jak nie z drugą połówką, to może chociaż z przyjaciółmi? Bo zauważyłam, że nawet osoby będące przeciwko walentynkom obchodzą je na swój sposób - pijąc ze znajomymi. Czyżby w marudzeniu chodziło o sam bunt, bez większego zastanowienia nad powodami naszych utyskiwań? Jeśli tak, to na cholerę marudzić?

Hm, czyżbym marudziła na marudzenie? To takie polskie! 

Share:

5 komentarze

  1. Zgadzam się z Tobą, mnie też denerwuje ten wszechobecny hejt.
    Jestem w stałym związku, nie jaram się walentynkami. Gdyby były w środku tygodnia, olałabym je, nie mając czasu. W tym roku wypadają w piątek. Moim zdaniem to świetna okazja, aby miło spędzić czas. Kino, kolacja, wypad na piwo. Cokolwiek. Oczywiście, bez walentynek też można spędzać w ten sposób czas, ale nie zawsze się udaje, nie zawsze się ma ochotę, chęci.
    Ja staram się wykorzystać każdą okazję do świętowania. Lepsze to niż marudzenie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz rację-marudzenie o walentynkach robi się już nudne.Obchodzimy w naszym kraju walentynki od lat i zawsze jest to samo.Ludzie zawsze znajdą sobie jakiś powód do narzekania:jak nie to to co innego.Osobiście czekam aż zaczniemy oficjalnie obchodzić halloween-nawet jak już będę bardzo stara to i tak biegałabym z dzieciakami po domach/nie musiałabym się już przebierać za czarownicę-zmarszczki zrobiłyby swoje;)/

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak dla mnie to to święto jest trochę bez sensu. Nie przepadam za nimi. Słodzenie wokół. Okazywanie sobie uczucia raz w roku, bo jest święto. Taki bezsens. Jednak widać, że jestem Polką. Lubię marudzić na to święto :D
    http://my-paradise320.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tam też nie mam nic do walentynek. Sama raczej nie obchodzę za bardzo, ale święto samo w sobie lubię, booo... każdy powód do świętowania i okazywania sobie szacunku i miłości jest dobry.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla mnie Walentynki są pretekstem. Nie potrzebuję dodatkowego bodźca, żeby okazywać miłość mojej drugiej połówce, ale "święto" jest dobrą wymówką, żeby wyciągnąć ją na miasto, zabrać na obiad, kupić lizaka z serduszkiem i bezwstydnie słodzić jej na ulicy bez ściągania na siebie zgorszonych spojrzeń przechodniów :P

    OdpowiedzUsuń