Poznań w Matrasie. Lubię to! Spotkanie z Anną Rybkowską, Anną Łaciną/Zgieruń i Małgorzatą Hayles

Co to był za weekend! Śmiało mogę dopisać go do mojej prywatnej listy najlepszych chwil w życiu. Jest ona niezwykle długa, ale na pewno zmieści jeszcze jedną pozycję ;)

Jest poniedziałek, godzina 17. a ja siedzę ledwo przytomna przy komputerze... Przez dwa ostatnie dni świętowałam swoje, dopiero nadchodzące, urodziny. Czas spędzony z przyjaciółmi, dużo śmiechu i zabawy - tego się nie zapomina. Dzisiaj oddając się błogiemu lenistwu pogrążyłam się w świecie literackiej rozpusty. Zupełnie przez przypadek wpadła mi w ręce książka "Wyznania chińskiej kurtyzany"... I nie mogę się od niej oderwać. Pewnie tej notki dzisiaj by nie było, gdyby nie fakt, że obiecałam trzymać terminów ;)

W sobotę w Matrasie w City Center odbyło się spotkanie z pisarkami w ramach akcji "Poznań w Matrasie. Lubię to.". Mieliśmy okazję wysłuchać co mają do powiedzenia Anna Łacina/Zgieruń, Małgorzata Hayles i Anna Rybkowska. A mówiły dużo i ciekawie!

Stawiłam się na miejscu około 15.40. Zdziwiłam się widząc, że jestem pierwsza, ale pozwoliło mi to pokręcić się przez chwilę po Matrasie i poślinić do najnowszych pozycji wydawniczych. Mrau!

Po chwili wśród regałów wypatrzyłam Anię Rybkowską. Przywitałyśmy się i od tej pory nie nudziłam się ani przez sekundę. Ania okazała się niezwykle sympatyczną osobą. Sypała anegdotami jak z rękawa i przeżywała brak pudru w torebce. Gotowa na wieczorną imprezę i ledwo taszcząc plecak pełen kosmetyków poratowałam ją i obie już byłyśmy piękne, wspaniałe i zaprzyjaźnione.

Następnie zjawiła się Ania Łacina. Równie sympatyczna i przemiła. Zamieniłyśmy kilka zdań, a po chwili zarekomendowała mi pewną swoją książkę opowiadającą o życiu dziewczyn niepełnosprawnych, ciekawa jak postrzegałabym bohaterki. Na pewno sprawdzę! Zaskoczył mnie też fakt, że Ania mieszka całkiem niedaleko mnie. Ten świat jest naprawdę mały!

Jako ostatnia przybyła Małgosia Hayles. Wydawała się najbardziej spięta i miałam najmniej czasu na rozmowę z nią. Ale mimo to wywołała bardzo pozytywne wrażenie i zdawała się przesympatyczną osóbką :)

Spotkanie zaczęło się z małym opóźnieniem, które chyba wynikało, że prowadzący czekał aż ktoś się pojawi. Muszę bowiem stwierdzić coś naprawdę smutnego - na spotkanie nie przyszedł nikt. Owszem, ludzie się kręcili po księgarni, niektórzy zatrzymywali by posłuchać co się dzieje, ale osób, które typowo przyszłyby zainteresowane akcją nie odnotowałam. A szkoda!

Z drugiej jednak strony... Ja wiem, że Matrasy są małe, ale pod względem technicznym przygotowanie nie było najlepsze. Wiem, że każdy się starał, że serce włożono etc. Ale brak miejsc siedzących dla publiczności sprawiał, że większość osób nawet jak przystanęła na chwilę, to potem wychodziła. Bądźmy szczerzy - kto wytrzyma dwie godziny stania na spotkaniu autorskim? Dla swojego ukochanego pisarza, owszem, gorsze rzeczy się robi. Ale w sytuacji, gdy przyszło się tylko z ciekawości lub gdy zatrzymało by posłuchać? Brak krzeseł naprawdę mnie zawiódł (choć ja swój hiperkomfortowy fotel miałam pod ręką). Druga kwestia organizacyjna, to że wiele osób zatrzymywało się w drzwiach... I zawracało. Nie wiedząc co się dzieje myśleli, że do księgarni w ogóle nie można wejść. Nie wiem jak w innych centrach handlowych, ale dobrze by było gdyby City Center popracowało nad tym elementem.

Ale wracając do samego spotkania... Pytania były bardzo dobrze przygotowane, a prowadzący zdawał się mieć wiedzę na temat twórczości autorek. Najciekawszym moim zdaniem było pytanie-zabawa w skojarzenia. Autorki usłyszały hasło, o którym miały powiedzieć z czym im się kojarzy... I choć słowo przygotowane dla Ani Ł. z niczym się jej nie skojarzyło, to ogólnie pomysł sam w sobie naprawdę ciekawy. Poza tym można było posłuchać o pasjach pisarek, dowiedzieć się jakie są bohaterki ich książek, poznać skrótowe opisy fabuły. Osoby zainteresowane pisarstwem uzyskały kilka ciekawych rad na temat pracy redakcyjnej i tego jak wygląda współpraca z wydawcami. Dowiedzieliśmy się, że Ania R. podszywała się kiedyś za mężczyznę oraz że Małgorzata prowadzi... sklep pin-up. Nie mogło także się obyć bez pytań związanych z Poznaniem i tym jaki wpływ na twórczość ma nasze piękne miasto.

Dwie godziny minęły niezwykle szybko! Zaproszone pisarki nie tylko umiejętnie bawią się słowem pisanym - mają także talent wypowiedzi. Niezwykłe anegdoty to wywoływały uśmiech, to poruszenie. Nie było czasu na nudę :)

Na koniec - wada i zaleta w jednym. Ze śmiechem to napiszę, że brak jakichkolwiek słuchaczy przyniósł mi zyski. Gdy prowadzący oddał publiczności możliwość zadawania pytań, Ania Ł. zorganizowała konkurs. Autorzy dwóch najciekawszych pytań mogli zgarnąć książki. Jak przystało na "firmową blogerkę" ;), miałam swoje pytanie - natury filozoficznej - "Gdybyś była książką - to jaką?". Drugie pytanie zadała pracownica księgarni. W ten sposób zgarnęłyśmy książki z autografami. Strasznie się cieszę, że do mojej kolekcji zdominowanej przez horrory dołączył obyczaj. Trochę mnie przeraża myśl, że nawiązuje on do "Zmierzchu", ale jak Ania mówiła, spodoba się zarówno komuś kto kocha tę książkę, jak i ją nienawidzi.

I to by było na tyle. Spędziłam czas naprawdę przyjemnie. Nie miałam do tej pory zbyt wielu okazji by stać "po tej stronie barykady", więc mogłam zobaczyć jak to jest być słuchaczem. I powiem, że całkiem fajnie!

Za tydzień kolejne spotkanie. Mnie niestety nie będzie (studia...), ale trzymam kciuki za powodzenie i wierzę, że będzie równie wspaniałe! Mam nadzieję, że odwiedzicie City Center. A jeśli chcecie spotkać tam i mnie - to stawiam się za dwa tygodnie.




 






Z Anną Matysiak z bloga: www.annamatysiak.blogspot.com

I na koniec urodzinowa-pamiątkowa fota :)
Z miłości do mroczności <3

Share:

2 komentarze