Impreza na wózku

Wczoraj dowiedziałam się, że został zrównany z ziemią jedyny znany mi w pełni dostępny dla wózków alternatywny klub w Poznaniu - Reset. Lubiłam to miejsce i jedyne co mi zostaje to wyrazić nadzieję, że w tym miejscu powstanie coś równie dobrego.

W niedzielę Kuba Ćwiek z trasą Rock&Read jest we Wrześni - miejscowości niedaleko mnie. Zamierzałam się wybrać, jednak krótka wymiana maili z klubem AQQ zweryfikowała moje plany. Klub jest na piętrze (czyt. zbyt dużo schodów, by się dostać).

Za kilka tygodni w Poznaniu odbędzie się świetna impreza - Gothic Night. Zagra między innymi moja ukochana Desdemona. Co z tego, skoro koncerty w Blue Note - klubie znajdującym się w piwnicach. Wymieniłam kiedyś z nimi dużo maili i technicznie jest niewykonalne tam się dostać.

Kto czytał moją relację z Polconu wie, że będąc w Warszawie nie mogłam wejść do knajpy konwentowej "Remont". Również ze względu na schody.

Domyślacie się już o czym będzie dzisiejsza notka? Tak, dokładnie. O tym jak imprezuje się na wózku.

Na każdym kroku spotykam schody lub wysokie progi. Jestem człowiekiem z natury spokojnym, ale sytuacja, gdy słyszysz o koncercie ulubionego zespołu, a potem się dowiadujesz, że nie możesz wejść - jest naprawdę frustrująca. W Polsce niestety ciągle króluje pogląd, że trzeba przystosowywać urzędy, gabinety lekarskie etc., bo to jedyne miejsca, w których niepełnosprawni bywają. Bo jak, że chory chce tańczyć?! W domu siedzieć, a nie balować!

Oczywiście świat jest piękny, a ludzie pomocni (nie, to nie jest sarkazm), więc bardzo często spotykam się z hasłem: "Wyluzuj, wniesiemy cię!". To miłe, owszem, ale technicznie - ciężkie do realizacji. Z wózkiem ważę ok. 170 kg. Dodajmy do tego, że w instrukcji jak byk pisze, że wózka nosić nie wolno. Kilku znajomych próbowało (czytacie? Może potwierdzicie moje słowa, bo pewnie zaraz sypną się hejty, że marudzę ;))... Nie ma za co złapać, większość części jest plastikowa lub ruchoma. Zresztą jest to sprzęt zbyt drogi, by ryzykować, że się popsuje. Nie będę tu rzucać kwotami, ale każdy łatwo może znaleźć wiadomość w sieci. To nie jest zabawka, która jak nawet upadnie to się ją poskłada. Niestety. Poza tym wejście do klubu to jedno. Ale wyjście, po imprezie, na której wiadomo, że się sporo pije?

Łatwiej mają osoby na wózkach manualnych, bo są lżejsze. Jednak tu nadal jest słabo. Wyobraźcie sobie seksowną kobietę, która chce iść na podryw. Co z tego, że na kółkach? Odwala się w szpilki, robi makijaż, wybiera knajpę, dociera na miejsce... I widzi schody. Zgoda, można kogoś poprosić o pomoc. Nigdy nie miałam problemów z zaczepianiem ludzi, gdy z czymś sobie nie radziłam. Jednak nie miałabym odwagi prosić obcej osoby o wnoszenie. I nie chodzi o to, że bałabym się o siebie. Po prostu z doświadczenia wiem, że ludzie nie odmawiają. Ale wiem też jak może się dla kręgosłupa skończyć takie dźwiganie, gdy ktoś nie jest przyzwyczajony. Tak, bałabym się, że zrobię tej osobie krzywdę. Po prostu.

Poza tym - wyobraźcie sobie, że klub jest na uboczu. Jest zima, drogą nikt nie idzie, nawet nie ma kogo zaczepić. Co zostaje naszej wcześniej wspomnianej lasce? Chyba tylko z nadzieją czekać, aż ktoś będzie szedł ulicą albo wychodził z klubu. Słabo, co nie?

Inaczej sytuacja wygląda, gdy się jest z ekipą znajomych, wiadomo. Ale ja osobiście dostrzegam duży urok w tym, by czasem samemu się powłóczyć. Posiedzieć przy barze, poflirtować z chłopakiem obok. Niestety, schody w klubach powodują, że albo trzeba liczyć na znajomych, albo na obcych. Nic więc dziwnego, że wiele osób wybiera zostanie w domu. Smutne.

I jeszcze jedna rzecz. Niektórzy proponują, że wniosą, a wózek zostanie na dole. To jest jakieś rozwiązanie, ale niestety, niepełnosprawność nie oznacza po prostu, że ktoś nie może ruszać nogami. Ba, zawsze mam ubaw, gdy ludzie zaskoczeni patrzą, że ja nimi poruszam! :D Często niepełnosprawność to też problemy z utrzymaniem równowagi, siedzeniem etc. Niektórzy mają słaby kark, inni plecy, czasem też ciężko jest usiąść na twardym - ile chorób, tyle problemów. Dlatego czasem jest to jakieś wyjście z sytuacji - zwykle jednak nie, choćby ze względu na powyższe.

Nie piszę tej notki po to, by narzekać, ale by uświadamiać. Jakkolwiek jestem zawsze wdzięczna słysząc "Wniesiemy cię!", tak zwykle wolę odmówić. Dla moich znajomych to nie jest problem - po prostu szukamy innej knajpy i tam świetnie się bawimy.

Uważam jednak, że trzeba o tym mówić. Kilkanaście lat temu niepełnosprawni budzili furorę na ulicach. Teraz coraz częściej traktuje się nas jak normalną część społeczeństwa - i o to chodzi! Mimo to wiele osób wciąż sądzi, że trzeba się nad nami użalać, pochylać, pomagać dostać się do urzędu, udostępniać miejsce w kolejce. Że jedyne cele naszych wędrówek to lekarz, ewentualnie park, w którym posiedzimy w ciszy, najlepiej pod kocykiem. Zadymiona knajpa? To ciągle nie pasuje do durnego stereotypu.

Nigdy nie byłam typem wojowniczki. Nie oczekuję od Was, że nagle zaczniecie bojkotować wszystkie kluby, w których są schody. Nie tędy droga... Ale tak sobie myślę - gdyby czasem ktoś napomknął przy barze "Fajne miejsce, szkoda, że moja kumpela na wózku tu się nie dostanie", to może powoli udałoby się nam wspólnie coś zmienić?

Na koniec mały apel do właścicieli lokali. Często tłumaczycie się kosztami lub np. brakiem zgody renowatora zabytków. Gucio prawda! Koszt worka betonu nie jest wcale tak duży. Owszem, są miejsca, gdzie faktycznie trzeba zainwestować w droższą platformę, bo jest np. ciasno lub za dużo schodów. Potrafię zaakceptować, że takie miejsca są niedostępne. Z bólem serca, ale rozumiem. Ale gdy widzę pięć schodków, na których wystarczyłaby wylewka i słyszę, że zbyt drogo, to uwierzcie - cholera bierze. Lepiej płacić mandaty za to, że miejsce jest niedostępne? To nie dotyczy tylko klubów, ale też sklepów, gabinetów kosmetycznych etc. Inna sprawa - jest mnóstwo tanich rozwiązań. Są rampy, które się chowają w schody. Wystarczy je rozłożyć. Są platformy. Czasem wystarczy kawałek blachy, którą się zabezpieczy śrubami i położy na schodach. Rozwiązań są setki, wystarczy poświęcić jeden dzień na poszperanie w Internecie. Zachęcam.

 






Share:

8 komentarze

  1. Wiesz co to się pewnie bierze ze zwykłego wygodnictwa bo wejście do klubu itp to jeden problem ale pozostaje też sprawa wygodnego poruszania się w środku,łazienka... No i tu włącza się przelicznik ilu na wózku przyjdzie że to bez sensu oni wolą siedzieć w domu i inne durne stereotypy No a wydaje mi się że wystarczyłby jeden zapis w prawie jeśli ma to być lokal publiczny musi być dostępny dla każdego w innym wypadku nie dostaje się zgody na jego otwarcie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapis jest. Tzn. nie jestem pewna czy dotyczy też klubów, ale moja fryzjerka, gdy otwierała swój salon tłumaczyła mi, że musiała go przystosować, bo inaczej by płaciła mandaty. Jako właśnie lokal publiczny. Dziwi mnie więc, że ludzie wolą płacić co roku, zamiast zainwestować raz, a porządnie. Poza tym można spojrzeć z drugiej strony - ilu nowych klientów się zyska, gdy nasz lokal jako jedyny w okolicy będzie dostosowany. Wystarczy mały spam na forach dla niepełnosprawnych i zaraz pojawią się zyski :D
      Fakt, o innych "utrudnieniach" nie wspomniałam, bo staram się zbyt wiele nie wymagać :P Marzeniem jest by w klubach były dostępne też łazienki, dużo miejsca etc. Ale nie oczekujmy cudów ;)

      Usuń
  2. Jak studiowałam polonistykę kilka lat temu była na moim roku dziewczyna na wózku. Nie znałam jej osobiście, tylko z widzenia, z uśmiechów i "która godzina". Podziwiałam ją. Codziennie pokonywała trasę z Akumulatorów - akademików (jak znasz Poznań to wiesz, gdzie to) na Fredry. Przez m.in. most Teatralny. I codziennie czekała, aż ją ktoś wniesie po tych 5? 6? schodkach. Konserwator stwierdził, że budynek uczelni jest właśnie zabytkiem i nie wolno. Pewnych zajęć dziewczyna też nie miała, bo winda jeździ do 2 piętra, na 3 prowadzą wąskie schody. "Uwaga" się tym zainteresowała i chcieli robić program, ale dziewczyna się nie zgodziła na udział i ucichło. Ale żeby uniwersytet robił takie problemy?! Wstyd, panie.
    A knajpy dla wózków? Phi, dziewczyno! Siedź w domu i rób na drutach. Jedynie przystosowane są ogródki, więc możesz sobie piwko pić tylko w lecie. Większość knajp przy rynkach jest w piwnicach... a jak już są na tym samym poziomie, to z kolei ciasnota taka, że wózkiem nie przejedziesz. Ty wiesz, co, Sylwia? W przyszłym roku jedź na woodstock. Widziałam sporo osób na wózkach i z uśmiechami jak stąd do Afryki. ;) A wracając do przystosowania knajp. Pewnie, że się DA, ale właściciele lokali niestety zapominają o niepełnosprawnych. A moim skromnym zdaniem to jest przyszłościowe i kasowe. Mam nadzieję, że coraz więcej knajp będzie przystosowana do wózków i życzę Ci, abyś jeździła na wszystkie dobre koncerty, jakie sobie wymarzysz i bez żadnych problemów będziesz się mogła poruszać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Woodstock mnie odrzuca. Nie wiem czemu, ale po prostu jedyne co mnie tam ściągnie, to występ naprawdę kochanej kapeli :P Wolę Jarocin :D
      Miałam podobne problemy na swojej uczelni. Popsute windy i te sprawy. Na szczęście tylko przez jeden semestr. Ale nie rozumiem, czemu dziewczyna pozwoliła, by sprawa ucichła. Ech.
      Btw ja nie widzę nic do podziwiania w tym, że studiowała. Ale mam akurat uczulenie na to słowo w kontekście tego, że osoby niepełnosprawne sobie radzą ;)

      Usuń
    2. Punkt widzenia zawsze zależy od punktu siedzenia, Sylwio. Wiem, o czym mówisz, i choć masz uczulenie na to, to tak jest. Bo na mnie to działa mobilizująco i też sprawia mi to radość, gdy widzę osobę niepełnosprawną, która sobie - jak sama piszesz - radzi. Rozumiem, że Ciebie może takie podejście drażnić. Takie wychowanie, takie społeczeństwo. Sama wyżej o tym piszesz. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do widoku osób niepełnosprawnych w knajpach, na imprezach. Osoba czy na wózku, czy niewidoma, zawsze wzbudza zainteresowanie. Kwestia tego, czy jest to umiarkowane zainteresowanie, wiążące się z pozytywnym podejściem i takim fajnym poczuciem zjednoczenia, czy gapienie się i kręcenie głową. Nie wiem, czy mnie rozumiesz. Ten trend się zmienia, co mi się bardzo podoba, tę równość widać coraz częściej. I nie mówię tu tylko o niepełnosprawności, ale generalnie ludzie są bardziej otwarci. Mojej kumpeli brat wziął sobie za żonę dziewczynę z Nairobi. We wsi, w której mieszkała jego babcia, dzieci dotykały tę dziewczynę by sprawdzić, czy farba z niej nie zejdzie i nie będą miały czarnych dłoni. Rozwój człowieka nie ogranicza się jedynie do zrozumienia podstawowych praw rządzących światem, ale i do otwarcia umysłu, serca i zmiany stosunku do każdego człowieka, bez względu na jego sprawność, zdrowie czy kolor skóry. Niektórzy do tego nie dorośli i nadal będą otwierać gęby ze zdumienia na widok otyłego mężczyzny poruszającego się na wózku elektrycznym. Ale wówczas ci, którzy nie akceptują jakiejkolwiek inności, sami sobie wystawiają świadectwo.
      A woodstock niech Cię nie odrzuca, fajna zabawa. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie grało coś w Twoim guście, to może się wreszcie spotkamy ;)
      PS Wyłączże tę weryfikację obrazkową!!! ;)

      Usuń
    3. Rozumiem, Twoja myśl w rozwinięciu jest całkiem sensowna i zgadzam się :) Nie wiem czy czytałaś ten post - http://sylwiablach.blogspot.com/2013/06/pisze-do-ciebie-ten-list-bo-tez-jezdze.html I właśnie mnie drażni podziwianie w tym kontekście. Mniejsza, ważne że wiemy o co chodzi :D
      Już wyłączyłam ;)

      Usuń
    4. Czytałam kiedyś, wtedy, co przejrzałam prawie całego bloga. Ludzie lubią się otaczać osobami podobnymi do siebie, by się czuć bezpiecznie? Ale to tak samo, jakby blondynki przyjaźniły się tylko z blondynkami, a łysi tylko z łysymi. Człowiek sam decyduje o tym, co go definiuje, i jeśli dla niektórych jest to wózek - droga wolna. A ja jestem bardzo niska (150) i wielokrotnie proszę obce osoby o pomoc w zdjęciu czegoś z wysokiej półki. Tak, dobry motyw, jak podaje przystojny pan ;P

      Usuń
  3. Oj ja wiele razy już wspomniałam w pubie/sklepie/restauracji, że fajnie tu i szkoda, że ludzie na wózkach już się nie dostaną. Czasami mówili, że im to też przeszkadza, ale co oni mogą jak właściciel/konserwator nie wyraża zgody na przebudowę wejścia. A czasami nagle się zamyślali i wodzili wzrokiem błędnie przed siebie, jakby dopiero coś do nich dotarło ;)
    A najlepsza reakcja w tym "różowym sklepie z galanterią" na Półwiejskiej:
    -Szkoda, że tu się nie idzie dostać z wózkiem.
    Panie sprzedające chórem: nooooo :(

    OdpowiedzUsuń