I believe I can fly...

Są takie dni, gdy mam ochotę siąść i zacząć krzyczeć. Moi znajomi wiedzą, jak ciężko wyprowadzić mnie z równowagi oraz że dobry humor jest u mnie stanem permanentnym. Dlatego takie dni coś znaczą... Dziś nie jest jeden z nich. Ale jest blisko. Zbyt blisko.

Co się dzieje? Dużo. Na szczęście jest trochę pozytywów, bo inaczej bym zrealizowała plan z poprzedniego akapitu. Od nich więc zacznę.

Po miesiącach walki z kontem na Microsofcie (pamiętacie jak pisałam, że zaczynam praktyki? w kwietniu czy jakoś tak... właściwie, to zaczęłam je dwa tygodnie temu... bo przez te wszystkie miesiące walczyłam z rejestracją na ich portalu, który nie akceptował mojej karty bankowej; stanęło na tym, że założyłam drugie konto bankowe) - udało mi się oddać aplikację! Tak, moja prościutka gra Hashi znajduje się już w Windows Store, a co za tym idzie - pierwszy projekt na praktyki zaliczony! Dziś w końcu uwierzyłam, że wyrobię się ze wszystkim do końca sierpnia. Uf!

Co prawda moja gra nie jest zbyt złożona (mówiąc łagodnie...): opiera się na jednej planszy. Ale to projekt na praktyki, tak? Już nie mogę się doczekać krytyki, która się posypie od użytkowników ;) Ale w wolnej chwili zamierzam ją rozbudować o dodatkowe plansze. Po praktykach.



Co jeszcze pozytywnego? Mój tekst ukazał się właśnie na portalu ExFabula! Nie jest to premiera, a jedynie odświeżenie opowiadania (które nota bene barrrdzo lubię), ale mimo wszystko powód do radości. Bo skoro tam jest, to znak, że się podoba - a czy jest coś milszego dla autora od zostania docenionym przez Czytelnika?

I jeszcze pozostając w literackich klimatach: ukończyłam opowiadanie, które najprawdopodobniej ukaże się w pierwszym numerze czasopisma "Horror Masakra". Ma być papier, ma być sprzedaż wysyłkowa, ma być jedno wielkie ŁAŁ! Trzymam z całej siły kciuki za ten projekt. A jeśli chodzi o mój tekst, to krótka historia inspirowana wysłuchiwaniem mobilków... Komu coś to mówi, przyznać się, kto ma CB radio? ;) Tytuł to: "Cisza w eterze"... I już więcej nic nie mówię!



To właściwie tyle. Jak widzicie - dobrze się dzieje. Skąd więc ten pesymistyczny wstęp? Z dwóch przyczyn.

Wczoraj dostałam propozycję wystąpienia w pewnym programie telewizyjnym. Z jednej strony miałam świadomość jaki to chłam, z drugiej jednak dużo mógłby mi dać. Czy nie cała telewizja rozrywkowa jest swego rodzaju żenadą? Nigdy nic nie wiadomo, a kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa. Dziś jednak propozycja została wycofana... Trochę szkoda. Ale tylko trochę, na szczęście.

Przy okazji dokonałam ciekawego spostrzeżenia - ludzie, którzy znają mnie tylko z Internetu czy imprez odradzali mi udział. Bali się, że zostanę ośmieszona. Moi bliscy, przyjaciele, rodzina - zachęcali. Uwierzyli, że nie jestem w stanie zostać przez massmedia sprowadzona do poziomu piwnicy. Interesujące.

Pora jednak na wiadomość o wiele gorszą, którą odwlekam od początku pisania. Ech, wózek mi się psuje. Mam nadzieję, że to tylko akumulatory. Przez weekend jednak nic nie zamówię. Czeka mnie kilka (co najmniej) dni oczekiwania na nowe, a potem kto wie... Wózek jest roczny, więc ma gwarancje, ale już raz przerabiałam podobną awarię. Kilka miesięcy się bałam, że zatrzyma się na środku ulicy albo zwyczajnie rozpadnie. Obsługa nie umiała go naprawić, aż ostatecznie musiałam kupić nowy - ten, który mam. Jestem zadowolona, jednak wybierałam go na szybko, co nie służyło do końca przemyślanej decyzji. Mam nadzieję, że tym razem to tylko akumulatory... A póki co - na kilka dni jestem uziemiona. Długie spacery odpadają, bo nie wiadomo gdzie się rozładuje. Jedwabiście, co nie?

Mimo to nie dam się, trzymam się! Znalazłam pierwszy plus: będę miała więcej czasu na dopracowanie kolejnej aplikacji. I drugi: mogę zabrać się za pisanie tekstu do antologii, do której zostałam zaproszona. Będzie dobrze! Skrzydeł na szczęście podciąć mi się nie da. I believe I can fly...

Tylko taaaak baaaardzo nie lubię czekać...

Share:

4 komentarze

  1. Radzę szczerze: nie idź do żadnych programów telewizyjnych pokroju "Rozmowy tłumoków". One są obliczone na zdeptanie człowieka - jeśli nawet nie da się zdeptać w czasie nagrania, to w montażu zrobią z niego idiotę. Jak dotąd jedyna ciekawa i oryginalna osoba, której nie dało się do końca udupić, to xRonix. Z całą resztą zrobili, co tylko chcieli.
    Natomiast wszelkie telewizje śniadaniowe itp. - polecam. Kilku znajomych już się załapało i dobrze na tym wyszli. Mam wrażenie, że w tego typu programach pracują ludzie nieco bardziej otwarci, którzy nawet, jeśli nie do końca "czują" swojego gościa, to przynajmniej próbują. Poszukaj sobie na YT filmików z programów śniadaniowych (nie pamiętam już - albo "Pytanie na śniadanie", albo "Kawa czy herbata") z Anouk Dreadmaker albo z Morbidem i Icemanem, dwoma warszawskimi piercerami. Widać, że prowadzący są nastawieni pozytywnie i nie próbują za mocno "błyszczeć".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak czy siak jak wspominam w poście temat nieaktualny, bo już mnie nie chcą :P

      Usuń
  2. Nie musisz chodzić nigdzie my przyjedziemy :P:P:P:P

    OdpowiedzUsuń