Polacy nie gęsi, swoje książki mają

- Nie czytam polskich książek / Kto to napisał? Polak? Blee / Nie, polska literatura jakoś do mnie nie trafia / etc
- A czytałeś coś polskiego, współczesnego, że się wypowiadasz?
- No co ty, zwariowałaś?

I w tym momencie brak mi słów... Ludzie, co z Wami?

Nie rozumiem, po prostu całkowicie, definitywnie i ostatecznie nie rozumiem, jak można nie czytać polskich książek tylko i wyłącznie dlatego, że są polskie. Co ciekawsze, pogląd ten nie jest praktycznie w ogóle przeze mnie spotykany wśród osób 30+. Czyżby dzisiejsza młodzież była do takiego stopnia zapatrzona na wszystko co zagraniczne? Kosmopolityzm powraca, patriotyzm jest passé?

Chciałabym więc rozprawić się tu krótko z trzema, najczęściej przeze mnie spotykanymi, mitami na temat polskiej literatury. Krótko, brudno, definitywnie.

1. "Nie czytam polskich autorów, bo nie odpowiada mi ich język, jest zbyt ubogi". A pomyślałeś kiedyś, że wszystkie książki, które czytasz są w pewnym sensie napisane przez Polaków? Bo przecież ktoś je musiał przetłumaczyć. Żadnego języka nie da się przetłumaczyć słowo za słowem, więc tłumacz poniekąd raczy Cię swoim stylem pisania, swoją składnią i poglądem na styl, nie dostrzegasz tego? Spójrz kiedyś kto przetłumaczył Twoją ulubioną książkę, a potem sprawdź - może się okazać, że to pewien maluczki polski pisarz, pragnący się wybić i dorabiający na tłumaczeniach...

2. "Polacy nie mają fajnych pomysłów, słaba jest ich wyobraźnia". Tja. Jasne. Gratuluję niezłego zdania na swój temat! Przypomnę Ci, że też jesteś Polakiem. Minus dziesięć do samooceny proszę odnotować, ale to już, migiem!

3. "Nie czytam, bo to nie jest modne". To ja z Tobą nie gadam, bo jesteś głupi. Wbijaj w swoje vansiki, rureczki i leć się betonić pod jakąś galerią handlową - bo to przecież najmodniejsze!

A jakie wymówki Wam, Czytającym, zdarza się słyszeć? Podzielcie się w komentarzach, razem się z nimi rozprawimy, a co. It's time for revolution, yeah.


Polska literatura jest wspaniała i wyjątkowa, gwarantuje Wam, że nic naszym autorom nie brakuje do zagranicznych. Możemy znaleźć zarówno książki stawiające na piękny, poetycki język, jak i szybką wartką akcję. W polskiej literaturze jest i miejsce dla perwersji, i dla duchów, i dla miłości czy łagodności. W zależności od tego, czego oczekujesz - znajdziesz przynajmniej kilku odpowiadających autorów.

Owszem, książek polskich pisarzy na półkach sklepowych jest mniej. Ale to nie znaczy, że Polacy w rozumieniu ogólnym piszą gorzej! To tylko przykry dowód na to, jakimi prawami rządzi się rynek wydawniczy: ludzie chętniej kupują książki zagranicznych autorów, więc Wydawcy chętniej ich wydają. Tyle. Proste?

I wiecie, co jest w tym wszystkim najsmutniejsze? Że są książki, które gdyby wyszły za granicą, zrobiłyby furorę. Niesamowite językowo, genialne historycznie, oryginalne, pięknie wydane, pomysłowe. Tylko kto z zagranicznych Wydawców zechce zainwestować w autora, który w swym rodzimym kraju nie jest doceniany? Kto podejmie takie ryzyko?

Share:

5 komentarze

  1. O tak, polskie ksiązki często przewyższają poziomem książki zagraniczne.. To smutne, ale prawdziwe

    OdpowiedzUsuń
  2. To dziwne, bo ja zawsze uważałam, że to język polski jest najbardziej bogatym pod względem słownictwa językiem. Angielski jest bardzo ubogi. Poza tym zawsze czytamy i tak książkę po polsku, bo w końcu przetłumaczoną na nasz język.
    Nie wszystkie polskie książki są udane, ale nie można mówić, że są wszystkie złe. To prawo uniwersalne. Do Polski trafiają najlepsze okazy z wysp, ale tak naprawdę dopóki tam się nie pojedzie, to nie wie się ile musieli napisać książek, abyśmy znaleźli tą najlepszą. Łatwo nam krytykować to co mamy w zasięgu ręki. Ile to głupich romansideł piszą za granicą, ale u nas?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Polskie jak polskie, ale polskie debiuty? O, raju.
    Kiedyś nie czytałam polskich książek. Nie dlatego, że miałam awersję czy uważałam, że są słabe - po prostu jakoś nie było mi po drodze. Czytałam namiętnie Cobena, Kavę, i to mi wystarczało.
    Odkąd prowadzę bloga coraz więcej polskich książek czytam, bo wreszcie zaczęłam niejako obracać się w branży wydawniczej, obserwuję nowości, czytuję blogi - więc mam wgląd na to, co dzieje się na naszym podwórku. I dzieje się!!! Polacy POTRAFIĄ PISAĆ, wow, to nowina! :) Nie dla mnie, bo nigdy nie byłam ani po jednej, ani po drugiej stronie - byłam obojętna. Moim zdaniem to nie kraj definiuje jakość! Są wspaniałe książki zarówno Amerykanów, jak i Niemców, Rosjan, Włochów, Polaków, et cetera. Kraj nie warunkuje tego, czy dana książka automatycznie określana jest jako dobra czy zła. U nas też potrafią pisać i to wspaniale. Przykłady? Kryminał, czyli to, w czym osobiście czuję się "dobra" - Kasia Bonda, Piotr Głuchowski, Czubaj, Pollak. Horror? Oj, Tobie Sylwio tego wymieniać nie muszę :) Mamy też sporo twórców z innych dziedzin, i to dobrych autorów, ciężko mi osobiście wymienić tu np. polskie pisarki romansów, bo ich po prostu nie czytam. Ale są! I piszą doskonale. Chodzi mi o to, że podejście w stylu "nie czytam polskich autorów, bo nie" jest infantylne i świadczy tylko i wyłącznie o osobie, która ten pogląd podziela. Ja się z tego śmieję, wszak ci, co tak mówią, sami nie wiedzą, ile dobrego tracą...
    Druga sprawa - polskie debiuty. Rany julek, to dopiero jest temat tabu. Nikt nie czyta debiutów z graniczącym z pewnością przekonaniem, że będzie słaby. No, mości państwo, nie od razu Rzym zbudowano, nawet Stephen King od czegoś zaczynał, a "debiut" nie oznacza "słabizna". Owszem, zdarzają się słabe debiuty, ale równie dobrze dwudziesta książka danego autora może być słaba. A ja to lubię! Czytać debiuty obiecujących twórców, obserwować ich rozwój przez pryzmat ich następnych dzieł, widzieć wzrost doświadczenia i ewolucję pisarza. Nie mówiąc o tym, że samo powstanie debiutu jest już czymś niezwykłym. SKORO wydawnictwo wyniuchało potencjał, zaryzykowało i wydało debiut, to znaczy, że coś w tym jest. Wydawnictwa znają się na swojej robocie, więc wiedzą, co robią. Skoro autor debiutu trzyma w rękach swoją pierwszą wydaną książkę to znaczy, że nie jest kiepściuchem - ktoś go docenił. A taki debiutant i tak zaszedł o wiele dalej, niż ci wszyscy nieomylni krytycy, którzy debiutów nie czytają z zasady.
    Tak jak piszesz na koncu - co się dziwić firmom wydawniczym, że nie publikują tak wiele książek made in Poland, co zagranicznych? Jest popyt, jest podaż, a w mentalności Polaków głęboko zakorzeniona jest wiara, że co polskie, to słabe. Znając mniej więcej kiepską sytuację obecną polskich wydawnictw nie ma się co dziwić, że boją się strzału w stopę. Za to bardzo szanuję np. Oficynkę, która mocno wspiera polskich twórców i jakoś ISTNIEJE, nie pada, trzyma się świetnie. I na tym wyjdzie najlepiej - na wierze w Polaków.
    Sorrki, Sylwia, że dogrzebałam się do tak starego postu, ale czytam Twój blog od dwóch godzin i wiele razy powstrzymałam się od komentarza ;P ale teraz już nie popuszczę. Bo taka ignorancja i mnie wkurza. Pozdrawiam Cię serdecznie i do zobaczenia na łamach Zombiefilii :) To zaszczyt pojawić się w tak zaszczytnym gronie POLSKICH twórców! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak długi i ciekawy komentarz :) I podziwiam - jak można przez dwie godziny czytać bloga? :D Następnym razem się nie powstrzymuj, takie komentarze tylko mi przypominają, że moja praca ma sens ;) I do zobaczenia w "Zombiefilii"! :D

      Usuń
    2. Kochana, Twój blog czyta mi się bardzo przyjemnie. Trafne spostrzeżenia, podobny punkt widzenia na wiele spraw, jesteś babą z jajami - w bardzo pozytywnym sensie, a ja lubię takie osoby :) Zaczęłam czytać i tak klikałam "starsze" i "starsze" i "starsze", a zegar jest bezlitosny :) Na przyszłość obiecuję, że milczeć nie będę :) Pozdrowienia

      Usuń