Pada śnieg, pada śnieg, sypie granatami...

Właściwie weekend dopiero się zaczął, a już wiem, jakimi słowami  mogłabym go opisać idealnie: słodko-gorzki.

Wróciłam wcześniej z uczelni (wybacz, etyko, mą nieetyczną ucieczkę!), ale tylko po to, by móc siąść do nauki i projektów (i co, Pythonie, już ja Ci udowodnię, kto tu ma bardziej jadowity język...). Ostatnio tylko się uczę. Mogłabym wymiotować nauką... Ale cóż, za ambicje trzeba płacić. A że sesja się zbliża, to pocieszam się tym, że każdy student w morzu egzaminów dryfuje równie intensywnie co ja (i proszę, nie wyprowadzajcie mnie z błędu).

Są jednak pozytywy! Pochwalić się muszę, dziś pierwszy z przedmiotów został wpisany do indeksu jako zaliczony. Ba, zaliczony na piątkę. Mój rysunek techniczny abstrakcyjnego domu z dziwnym dachem ("O, nowoczesne, ale takich dachów się nie robi", "Ale będzie się robić, proszę pana") został doceniony. Światełko w niekończącym się tunelu czy tylko światła metra pod którego kołami zaraz zginę? Wierzę, że to pierwsze i że jest nadzieja, że będzie coraz lepiej.

Mam tylko obawy w związku z jutrzejszym dniem... Śnieg pada tak intensywnie, że nie wiem, czy będę w stanie dojechać na uczelnię. A jutro zaliczam kolejny z przedmiotów. Oby więc pogoda się uspokoiła...

Co by tu jeszcze... Ach tak, jakiś pacan urwał mi dziś w samochodzie lusterko. Przejechał tak blisko, że mieliśmy do wyboru albo narciarskim ślizgiem za pięć punktów wpaść do rowu, albo poświęcić lustro. Decyzja nie była trudna. Pocieszające, że wszystko wskazuje na to, że zahaczył o nas swym lusterkiem i urwał sobie co trzeba. Cieszę się z czyjegoś nieszczęścia? Owszem. Może ogarnie, że nie jeździ się z taką prędkością w taką pogodę.

I to na tyle. Krótko, bez szczególnego przesłania, w rytm szalejących płatków śniegu. Do pracy Sylwia, do pracy... A na koniec zdjęcie mej słodkiej mordki zainspirowane wiadomością, którą dopiero co dostałam na fejsie: "Czy mogłabyś wrzucić swoje zdjęcie takie jak ja wrzuciłam na stronie grupy?" - zaglądam, roznegliżowana panienka. Kulturalnie odrzekłam, że mam swą godność. Świecić cyckami w Internecie, proszę Was, dziewczyny, mózgi pogubiłyście czy nie macie innych walorów by skusić mężczyznę?

A Wam jak mija dzień? Skomentujcie mi coś czasem, bo pusto jakoś ostatnio ;)



Dobra. Zdradzę Wam coś jeszcze. W czwartek powstało opowiadanie na pewien konkurs... Choć obawiam się, że mogłam nie trafić w konwencję gatunku weird-fiction (a to był jeden z podstawowych wymogów regulaminu), to nawet jeśli teraz się nie uda, i tak gdzieś je przeczytacie, bo jestem z niego wyjątkowo zadowolona (chyba że zadowolenie mi przejdzie przy najbliższej lekturze, co też dość często się zdarza). Ale póki co... trzymajcie kciuki!

Share:

4 komentarze

  1. Pijesz do mnie z tym świeceniem cyckami w internecie? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, nie, Ty to robisz z klasą :D A ta, która do mnie pisała, to był zuuuupełnie inny przypadek ;)

      Usuń
  2. Z tym opkiem tak jak u mnie, też jest się czym pochwalić, a jak przepadnie, to wypłynie gdzie indziej. Ja też niewiem czy trafiłem, okaże się, to trudny temat i styl. Btw jak która pokazuje cycki w necie to chętnie zalukam, hehe :)
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedni Ci, którzy nie mają cycków, na które mogliby sobie do woli patrzeć, tylko muszą w necie oglądać :( :P
      Aż mnie intryguje co też wymyśliłeś w temacie, który w mym wyobrażeniu zupełnie nie pasuje do typu literatury, który preferujesz ;)

      Usuń