Nowy Rok się narodził!

Stało się! Nadszedł nowy, 2013, rok!

Jak bawiliście się wczoraj na Sylwestrze? Ja wyśmienicie, mimo że nawet na chwilę nie ruszyłam się z domu. Siedziałam z rodziną: oglądaliśmy filmy, śpiewaliśmy, jedliśmy, piliśmy, gadaliśmy... I tyle. Ale czasem najprostsze rzeczy bywają najbardziej urokliwe.

Zresztą. Nigdy nie rozumiałam całego tego zamieszania wokół Sylwestra. Najlepsza impreza w roku, największa, najwspanialsza, naj naj sraj. Dobra, macie rację jeśli myślicie, że gdybym miała jakąś ciekawą opcję, to pewnie ruszyłabym się z domu. Nie przeczę. Ale to całe zamieszanie wokół tego, że Sylwester musi być taaak cudowny i że każdy musi wtedy się bawić... Nie dla mnie. Nie lubię bawić się w jakiś dzień tylko dlatego, bo to modne, bo tak ktoś nakazuje. Zdecydowanie bardziej cieszy mnie nadchodzący karnawał, mnogość imprez do wyboru i szaleństwo wtedy, kiedy mam taki kaprys. Jupilaa!

Mam nadzieję, że Wy wczorajszy wieczór spędziliście przede wszystkim zgodnie ze swymi upodobaniami. Jeśli gdzieś byliście to nie dlatego, bo wypada i głupio w Sylwka nie wyjść, a dlatego, bo naprawdę chcieliście. To takie moje "słowo na niedzielę". Wtorkowe, co prawda, ale jest.

Przy okazji: jak tam Wasze postanowienia? Jeśli chcecie, podzielcie się nimi w komentarzu. Będziecie mieli motywację, a za rok się tu spotkamy i zobaczymy co komu spełnić się udało!

Wczoraj na fanpage'u Official Nergal wyczytałam (pozwolę sobie zacytować): Nie mydlmy sobie oczu, ze od 1 stycznia wszystko sie zmienia...no bo to oczywiste, ze JESLI dzis (czyli w dniu, w ktorym o tym pomyslales drogi fejsbukowy przyjacielu) nie rzuciles palenia, nie zabrales sie za trening, zeby zrzucic swoj tlusty balast, nie nakarmiles bezdomnego, to NIE ZROBISZ tego w nowym roku i pewnie nie zrobisz tego NIGDY...
I z tym akurat się nie zgodzę. Bo człowiek, to istota, która potrzebuje kopniaka, potrzebuje konkretnego impulsu, by zrobić coś, co jest trudne. I taki nowy rok, jest impulsem do zmian. Jakkolwiek mało inteligentnym, tak jest. Więc nie wierzcie w to, że nic się nie zmieni. Tylko zacznijcie zmieniać! I tyle.

Ja co prawda zamierzałam mieć jedno ambitne postanowienie: nic sobie nie postanawiać. Ale tak się nie da. Dlatego postawiłam na trzy, dość konkretne.

1. Nauczyć się nie sypiać.
Głupie? Owszem. Ale od pewnego czasu zauważam, że potrafię przespać dziesięć (albo i więcej) godzin. A potem z niczym się nie wyrabiam. Z zazdrością obserwuję statusy znajomych, którzy chwalą się tym ile to nie spali, bo pracowali/uczyli się/imprezowali. A co, ja też tak mogę! Skoro organizm potrzebuje maksymalnie ośmiu godzin snu... Tyle będę mu dostarczać.

2. Więcej pisać.
To akurat mądre. Bo mój poziom poświątecznego lenistwa jest wprost proporcjonalny do ilości zaległych tekstów... Muszę zacząć dbać o bloga, znów znaleźć sobie pracę, zebrać się w sobie, napisać te wszystkie zaległe opowiadania... I tyle. Aż tyle.

3. Nauka.
To postanowienie długo nie wytrzyma, wiadomo. Ale mam nadzieję, że utrzymam się w nim chociaż do końca sesji zimowej ;) Patrząc na swój aktualny stan... Wątpię. Bo zamiast pisać swojego cudownego FPSa (tak, nie zaczęłam jeszcze projektu, o którym wyraźnie nam powiedziano, że trzy miesiące to na zrobienie minimum... został mi niecały miesiąc), piszę notkę na bloga. No ale w ten sposób realizuję przecież punkt drugi, więc jest wybaczone!

I to tyle w kwestii postanowień.

Chyba więc wrócę do zajęć... Na weekend już planuję pierwszą stricte gotycką imprezę karnawałową, więc na pewno sobota/niedziela nie upłynie mi na programowaniu, a raczej na doprowadzaniu się do stanu, który ostatecznie mogłabym nazwać: o, człowiek. Jak ja to lubię!

Przy okazji, wracając jeszcze do noworocznego nastroju - wbijajcie pod TEN LINK. Ekipa NiedobrychLiterek postarała się zebrać całą masę noworocznych szorciaków, z bizarrowatymi życzeniami. Tego nie można przegapić! A jeśli potrzebujecie dodatkowej zachęty, to dodam tylko: mój tekst też tam jest.

Szczęśliwego Nowego Roku, kochani! Zdrowia, szczęścia i miłości! Pasji, która Was uskrzydli, ale także pieniędzy, bo jakkolwiek nie są najważniejsze, to ciężko bez nich żyć. Odwagi w byciu sobą, postępowaniu zgodnie z własnymi potrzebami. Płyńcie pod prąd lub też z nurtem, jak wolicie! Ważne, byście byli s-z-c-z-ę-ś-l-i-w-i!

I dużo świetnych książek, opowiadań, tekstów wartych uwagi. Oraz koncertów i konwentów, na których mam nadzieję, że nie raz się spotkamy! :)

Share:

2 komentarze

  1. Strzeż się, nominowałam Cię na blogu! ;) http://altarofdoom.blogspot.com/2013/01/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dziękuję, czuję się zaszczycona :) To jeszcze muszę dokładnie doczytać o co chodzi :D

      Usuń