Doliny, pagórki, wyżyny!

Cholera! Życie jest piękne. P-i-ę-k-n-e. I tego się trzymamy.

Przyznaję, że ostatnie dni były dla mnie wyjątkowo ciężkie... Marazm, który dopada mnie co roku zimą, tym razem przyszedł ze zdwojoną mocą. Ze względu na psychiczne przemęczenie i stres. A także kontuzję, której się nabawiłam i z której ciągle nie mogę się wyleczyć. Nic mi się nie chciało, byłam do tyłka i tyle. No.

Ale wiecie jaki z tego morał? Banalny. Zawsze po burzy wychodzi słońce. I choć nadal mam dużo na głowie (za dużo?), sesja jest coraz bliżej (aaa!), a kontuzja wciąż boli, to w końcu mi się przypomniało, jak się uśmiecha. O, tak :) (no dobra, w rzeczywistości może to trochę inaczej wygląda... dorzućcie poczochrane włosy i tak zwany "image domowy").

Pozytywy? Proszę bardzo!

Dziś udało mi się skończyć mój projekt zaliczeniowy z grafiki inżynierskiej. Przerabialiśmy rysunek techniczny i rysowaliśmy dom. Cóż, jak wykładowca nie doceni mojej wyjątkowej wizji betonowych trójkątów zdobiących dach i szklanej ściany, to jego problem. Ja tak mogłabym mieszkać, a co!

Napisałam wnioski do sprawozdania na przedmiot komunikacja człowiek-komputer. Prototypowanie papierowe okazało się nie takie straszne, jak je malują. Wiecie - mieliśmy przynieść klej, nożyczki, taśmę i bawić się w wycinanki. Pomysł wydawał mi się co najmniej chory... Ale okazało się, że zajęcia wyjątkowo przyjemnie upłynęły, a ja odkryłam, że tworzenie aplikacji na kartce papieru jednak ma sens!

Dowiedziałam się "co i jak" w sprawie projektu z grafiki komputerowej. I dotarło do mnie, że chyba zbyt mocno się przejmowałam drobiazgami. Pora wrócić do pisania fps-a. Tym razem jednak skupię się na właściwych cechach.

Z porannego zamyślenia wyrwał mnie telefon od kumpeli. Niby nic, ale jednak miło usłyszeć słowa: "Kieeedy będziesz w Poznaniu". Ludzie najlepiej dają mi kopa.

Gdy siadłam do komputera i sprawdziłam pocztę, alert google poinformował mnie, że "ktoś coś w sieci o mnie napisał". Sprawdziłam z zainteresowaniem - nowa recenzja "Bo śmierć to dopiero początek"! Ucieszyłam się, a po jej lekturze byłam już wniebowzięta. Łapcie LINK. Jedyne co mnie razi, to że autorka uznała, że jest to książka dla młodzieży. Naprawdę nie wiem, czemu wielu tak ją chce klasyfikować. Okładka? Opis? Mój młody wiek? A przecież pornografia soft-core (jak mi się to określenie spodobało!!) dla młodzieży nie jest. Poza tym - naprawdę, tak pozytywna recenzja motywuje.

Szczególnie, że potrzebuję motywacji, bo wciąż pracuję nad opowiadaniem do tajnego projektu... Powiem Wam tyle - dostałam dziś nowe materiały, które w pełni trafiły w mój gust. Będzie się działo, oj, będzie!

Pozostając jeszcze w temacie "Bo śmierć...", pozwolę sobie przypomnieć/poinformować, że wystawiłam egzemplarz na aukcji WOŚP. To ostatnie godziny, więc gorąco zachęcam do licytacji! A kto się spóźni... Pamiętajcie, że książkę zawsze można zamówić bezpośrednio u mnie.

I pamiętajcie - to jak wygląda świat zależy wyłącznie od tego jak go postrzegacie. Jeśli potrzebujecie się odciąć, zamknąć, marudzić - zróbcie to. Tak jak ja ambitnie przez kilka ostatnich dni. Ale potem zapomnijcie o tym co było złe. Bo ile można mieć doła... ;)

Share:

0 komentarze