Istny Armagedon!

Otworzyłam oczy... Podniosłam się, spojrzałam za okno... Najpierw światło słoneczne, tak nietypowe o tej porze roku, oślepiło mnie, nie pozwoliło dojrzeć tego, co dojrzeć powinnam była... Po chwili, gdy przyzwyczaiłam się do jasności, zmrużyłam oczy i ujrzałam biel... Biel ciągnącą się aż po horyzont... A na samym końcu...

Nic. Żadnego grzyba atomowego, żadnej lecącej na nas planety, nawet zielonych ufoludków czy tańczących makarenę psów! Nic. Beznadzieja. Kolejny koniec świata przeżyłam bez nacieszenia oczu widokiem Apokalipsy. Shit!

A teraz tak na poważnie. Nie, nie wierzę w znaki, przepowiednie i te sprawy. Do końca dnia jeszcze trochę czasu, więc jeśli faktycznie coś się wydarzy - jedyne co postronni obserwatorzy będą mogli ujrzeć na mej twarzy, to bezgraniczne zdziwienie.

Mimo to takie przepowiednie mają swoją dobrą stronę. Przypominają o kruchości świata, o lekkości naszego bytu zwanego górnolotnie "życiem". Warto więc czasem przysiąść i pomyśleć: czemu wtedy się nie odważyłem na to czy na tamto? Dlaczego pozwalam by czas uciekał mi między palcami? Co gdyby faktycznie jutro miało nie nadejść? Czy byłbym dumny z tego jak żyłem i z uśmiechem na twarzy pokazał środkowy palec nadlatującej inwazji Obcych?

Tak. Czasem głupoty mają swoje dobre strony. Poza skłonieniem do refleksji, potrafią też... zainspirować. Dlatego zachęcam Was dziś do lektury mojego najnowszego opowiadania "Bogowie w szachy grają" (które znajdziesz TUTAJ). Apokalipsa przecież nie musi być nudna i sztampowa, w wersji bizarro prezentuje się wyjątkowo dobrze! Z góry też uprzedzam: jeśli spodziewasz się krwi, seksu i flaków, dużej dawki prozy ekstremalnej, nie czytaj tego. Tym razem postawiłam na dziwność, absurd, groteskę, czarny humor i całą resztę specyficznych, tak przeze mnie uwielbianych, środków wyrazu.

I to na tyle. Musicie mi wybaczyć. Wieeeem, zaniedbałam bloga, a Wy ostatnio zaglądacie tutaj wyjątkowo często (mam statystyki, se se se) czekając na coś nowego. U mnie jednak istna przedświąteczna gorączka! Tak jak zawsze twierdzę, że czas jest z gumy, tak w tym momencie przestałam się sama ze sobą zgadzać.

Wracam więc do pierożków, grzybków, szaliczków, prezentów, opakowań, ciast, sprzątania i wszystkich innych elementów, dzięki którym czuję, że idą Święta! Hip hip hurra!

Share:

0 komentarze