Rock&Read festiwal!

Macie ochotę na szaloną podróż do świata, w którym głównym bohaterem jest urodzony kłamca, a jego towarzyszami szatańsko seksowne anioły?

A może zabrać Was w podróż do świata inspirowanego Piotrusiem Panem, świata w którym chłopcy w końcu dorośli i postanowili zabawić się jak na dorosłych przystało, klnąc, pijąc i "pieprząc co się rusza" (cytuję!)?

Chcecie poznać szalonego mężczyznę, który jednym słowem mógłby wywołać pospolite ruszenie, taką ma moc wypowiedzi?

Wiem, że chcecie. Więc chodźcie ze mną... Opowiem Wam o poniedziałku. A co było w poniedziałek?

Festiwal Rock&Read, czyli największa w Polsce trasa literacka. Trasa Jakuba Ćwieka, jakby ktoś się jeszcze nie domyślił!

Wprowadzenie dla niezorientowanych: Jakub, według wielu opisów "ulubiony pisarz młodego pokolenia", z szaloną ekipą przyjaciół oraz zakręconymi ludźmi z castingu wyruszył rockowym camperem w trasę po Polsce. Zatrzymując się kolejno w różnych miastach bierze udział w spotkaniach autorskich, udziela wywiadów, a na koniec wszystkich fanów zaprasza do pobliskiego klubu na piwo, soczek, herbatkę - w zależności od upodobań. W poniedziałek szalony camper zajechał do Poznania - musiałam tam być.

Podróż minęła mi wyjątkowo szybko, więc gdy dojechałam pod właściwy adres, miałam jeszcze pół godziny do spotkania. Ruszyłam więc na zwiedzanie Empiku na ulicy Ratajczaka, czyli miejsca, w którym odbywało się spotkanie.

Ponoć to największy i najlepszy Empik w Poznaniu. Zaskoczyło mnie, że Empik rozbity jest na kilka poziomów. Tuż przy wejściu z lewej i prawej strony powitały mnie schody, prowadzące na niższe poziomy - z lewej bodajże dział z książkami (choć głowy uciąć sobie nie dam!), z prawej sala spotkań. Ruszyłam przed siebie. Po kilku metrach trafiłam na kolejne schody, tym razem dwa lub trzy stopnie w górę. Na szczęście kawałek dalej znalazłam podjazd. Istny labirynt. Ani nie dostrzegłam jakiś szczególnych ilości towaru, ani stylowego wyjątkowego wystroju... Empik jak Empik. Największy, najlepszy? Nieee.

Ale wracając do tematu. Zbliżała się osiemnasta, pora spotkania. Po paru minutach w poszukiwaniu windy poddałam się i zwróciłam do pracownicy. Zaprowadziła mnie do windy towarowej, prowadzącej bezpośrednio do magazynów. Cóż, dobrze, że chociaż taką mają! Zjechałyśmy bezpośrednio na poziom sali spotkań. Oczywiście moja próba dowiedzenia się, czy tą windą dostanę się także na tę drugą część, do której prowadzą schody w dół, na tę-chyba-z-książkami, skończyła się fiaskiem. Pani nie potrafiła zrozumieć o co pytam i tylko coś odburkiwała. Wyjątkowo niekomunikatywny pracownik mi się trafił, ale co tam.

Spotkanie rozpoczęło się z maleńkim opóźnieniem. Ponoć camper dopiero dojechał. Hostessy ubrane w urocze t-shirty z napisem "gub się" wparowały do sali i błyskawicznie zaczęły rozstawiać gadżety, ustawiać plakaty, uśmiechać do zdjęć. Trzeba im przyznać, że uwinęły się z tym wyjątkowo sprawnie.

Po chwili wkroczył Kuba, a na całej sali błyskawicznie zapadła cisza... Było słychać jak fani wstrzymują oddech, niby na początku koncertu rockowego, gdy na scenę wkracza gwiazda i jest te kilka sekund napięcia, dezorientacji, zachwytu płynącego ze znalezienia się tak blisko swego ulubieńca... I zaczęło się spotkanie!

Niestety, nie pamiętam nazwiska osoby prowadzącej, ale trzeba jej przyznać, że była świetna. Zadawała Kubie pytania interesujące i wyraziste. Nie bała się przedstawiać swojej opinii, nie zawsze pochlebnej. Motywowała tłum do wypowiedzi i zawsze wiedziała, kiedy trzeba powiedzieć coś śmiesznego, a kiedy stworzyć mroczną poważną atmosferę...

Prawdziwą gwiazdą był jednak Kuba. Wypowiadał się w niezwykle interesująco - czarny humor przeplatał z anegdotami, a gdzieś w tle była wyczuwalna jego ogromna wiedza i inteligencja. Nie sprawiał jednak wrażenia zadufanego bufona, a dobrego kumpla, z którym można zarówno pogadać o sprawach poważnych, jak i oddać się dziecinnej radości i wygłupom.

Czy mam więc jakieś zarzuty do samego spotkania? Jeden maleńki. Spotkania były reklamowane w różny sposób, ale mi najbardziej rzuciło się wszystko co związane z hasłami: rock&read, promocja czytelnictwa i te sprawy. Spotkanie natomiast w stu procentach skupiło się na promocji nowych książek autora, a konkretniej jednej książki ("Chłopcy") i jednego komiksu ("Kłamca. Viva l'arte"). Jestem fanką jego twórczości, więc mi to w żadnym stopniu nie przeszkadzało, spodziewałam się jednak więcej rockowego ognia i gadania o literaturze niż wywiadu dotyczącego promowanych pozycji. Ale to tylko jedno, maleńkie zastrzeżenie, które w żaden sposób nie wpływa na moją ocenę. A brzmi ona: było fantastycznie!

Po spotkaniu oczywiście zdobyłam autografy, zamieniłam kilka słów z Kubą (a właściwie wydukałam jakieś głupoty, shit, zawsze się jaram i stresuję, gdy spotykam pisarza jego pokroju i potem gadam jak potłuczona), zrobiłam sobie zdjęcie w czapce Kuby - w czapce o którą nawet nie pytajcie! Stylowa. Tego się trzymamy. Poza tym zgarnęłam długopis oraz pocztówkę firmujące "Chłopców" i wróciłam do domu. Niestety, na imprezie nie mogłam zostać.

Choć Rock&Read festiwal ja już mam za sobą, to on się jeszcze nie skończył! Dlatego koniecznie sprawdźcie czy w najbliższym czasie kolorowy camper nie zawita w Waszą okolicę. I jeśli macie okazje - wybierzcie się. Bo spotkania z Kubą to zdecydowanie jedne z ciekawszych spotkań autorskich, na jakie w Polsce można trafić.

Tacy słodcy, tacy grzeczni, prawda?


Share:

6 komentarze

  1. W Bydgosczy właśnie było mniej promocji samego Kuby, a bardzo dużo tym, jak zajebistymi można się stać czytając :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, no proszę :) A tu praktycznie zero... Ale to może i dobrze - w ten sposób ktoś kto trafi na kilka spotkań lub zabierze się w trasę, nie będzie musiał w kółko słuchać tego samego ;)

      Usuń
    2. W Bydgoszczy prawie w ogóle nie było "Chłopcach", nie było NIC o komiksie i bardzo mało o wcześniejszych książkach. Właśnie cholernie fajnie, że było to zupełnie inne spotkanie, które poszło w tak fajnym kierunku, że nawet jak na koniec chciałem coś o komiks spytać to stwierdziłem, że zostawię to pytanie na inne spotkanie :-)

      Kurde ale mam nadzieję, że w Bydgoszczy żadnego piwka po spotkaniu nie było, bo nie wiedzieć czemu założyłem z góry, że nie będzie (ekipa Ćwieka wyglądała na strasznie zmęczoną :-)) i sobie poszedłem od razu po spotkaniu.

      Usuń
  2. Tomek "ABADDON"8 listopada 2012 17:28

    Kuba kubą ale szkoda że nie zrobiłaś zdięć tych hostess a czapeczka wymiata będzie cieplutko pod czaszką :P Empik w Poznaniu ta ciekawy ale to i tak nic do maszego byś się sama nie dostała z chodnika schody dość pionowe bo to na Rynku jest i stary budynek a w środku też schody i wszystko bez windy nawet towarowej i zero podjazdów No ale spotkania zazdroszcze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, w okolicznym Gnieźnie Empik też problematyczny, w centrach handlowych w Poznaniu zawsze natomiast duży i wygodny. Sama zawsze gdzieś jadąc muszę wydzwaniać, by wypytać o windy, schody, podjazdy, ponieważ nigdzie w sieci odpowiednich informacji nie mogę znaleźć, więc zawsze mam nadzieję, że taka wzmianka w moim poście komuś innemu może pomóc ;)
      A spotkania nie zazdrość, tylko sprawdź, czy nie będzie podobnego w Twojej okolicy ;)
      A co do zdjęć - tak jak napisała Tess poniżej, obserwuj oficjalny fan page, to będzie na co popatrzeć ;)

      Usuń
  3. Zdjęcia z Poznania dopiero pojawią się w sieci, ale oto niektóre z naszych hostess ;-)
    http://www.facebook.com/media/set/?set=a.366570266766902.85627.222658787824718&type=3

    OdpowiedzUsuń