Odmóżdżanie!

Sporo czasu minęło od mojej ostatniej notki... Cóż, można powiedzieć, że dotrzymuję słowa. Ostrzegałam, że nie będę tu pisać zbyt często, prawda? Zwłaszcza, że mamy wakacje...


Właśnie, wakacje! Ostatnie dni wolności... Zaniedbałam bloga, fejsa, blipa, twittera... A wszystko z jednego prostego powodu - była z wizytą u mnie kuzynka. I w końcu, nareszcie, znalazłam czas na totalne odmóżdżenie! Wiecie jak tego potrzebowałam?

Na ogół nie lubię dni, w których nie zrobię nic konstruktywnego. Muszę albo się pouczyć, albo coś napisać, albo wyjść z dawno nie widzianymi przyjaciółmi... A ten tydzień to było co? Był chill out, yeah!

Grałyśmy w karty. Boże, jak ja lubię grać w karty! Zawsze mnie szokuje jak mało znam osób, które by z równą chęcią oddawały się tej rozrywce. A przecież każdy znajdzie grę dla siebie... Kanasta, kierki, makao, tysiąc, remik, dureń... Do wyboru, do koloru!

Robiłyśmy zdjęcia. A właściwie ja robiłam, a kuzynka pozowała. Zdolna i ładna jest, trzeba przyznać. Zresztą każdy kto ma mnie w znajomych na fejsie na bieżąco może obserwować efekty naszej pracy.

Oglądałyśmy filmy. Wydurniałyśmy się. Plotkowałyśmy po nocach. I co ważniejsze - nie myślałyśmy o obowiązkach.

Tydzień temu z przyjacielem organizowaliśmy imprezę z kultowej serii Black Party. Nazwę te zyskały wszystkie mroczne, klimatyczne, wypełnione dzikimi doznaniami imprezy, które organizuję. Tym razem była wersja w pewnym sensie debiutująca... bo plenerowa. I jak zawsze było genialnie! Kto się pisze na kolejną? :D

Wczoraj udałyśmy się na Project X. Hmm... Ktoś był na imprezie z tego cyklu? Powiem tylko tyle: ponieważ staram się być kulturalna, doceniać postawy obywatelskie i przede wszystkim unikać chorych dyskusji w Internecie typu "kto ma racje" - faaaajnie, że jest ktoś, kto w naszej małej mieścinie próbuje coś organizować. Reszty mojej opinii domyślcie się sami...

Jak więc widać - odpoczęłam. I dobrze, bowiem najbliższy czas zapowiada się hardkorowo... Pora zacząć naukę (shit!) do egzaminów. Na informatykę trafiłam trochę przez przypadek. I powiem szczerze: cieszę się z tego przypadku! Bardzo mi się podoba programowanie, uczelnia, to co robimy na zajęciach. W przerwach od nauki zamierzam też spełniać jedno ze swych wakacyjnych postanowień: rozwinąć swą programistyczną wiedzę. Więc czeka mnie podwójna dawka nauki. I choć naprawdę naprawdę naprawdę to wszystko bardzo lubię, to informatyka ma jedną wadę... Trzeba siedzieć przed komputerem! A patrząc na to piękne błękitne niebo za oknem, czując ten żar wlewający się do pomieszczenia, obserwując spacerującą, znudzoną wolnością młodzież... Krzyczeć się chce, no! Ale trzeba podołać.

Co więcej, jako że jak zawsze 'za mało mi było zajęć' - jestem aktualnie na kursie. I to nie byle jakim - bo dotyczącym działalności gospodarczej. Szkoda tylko, że jestem na nim wyłącznie teoretycznie... Macie ochotę na krótką anegdotkę? No ba!

Biorę udział w pewnym projekcie (na razie o szczegółach ciiii) i firma, która organizuje kurs poinformowała mnie, że śmiało mam brać udział, bo zwracają koszty dojazdów. Dodam, że projekt typowo dla osób niepełnosprawnych. Myślę sobie: super, fajnych rzeczy się nauczę! Pierwsza rozmowa przez telefon... I pierwsze schody. Oni niestety nie są w stanie zwrócić kosztów dojazdu. To znaczy, oczywiście, zwracają, ale cenę biletu. Ykhm. Sorry, ale skoro organizatorzy doskonale wiedzą, że nie jestem w stanie dojechać pociągiem ani autobusem (nasz cudowny, przystosowany kraj!) to łatwo sobie wyliczyć, że benzyna jest o wieeeeele droższa. Ale spoko, damy radę! Ustaliliśmy, że będę szkolić się przez wideokonferencję. W sumie same pozytywy: siedzę w domu, nie muszę wcześnie wstawać etc. I wczoraj dostałam telefon, że w sali szkoleniowej nie ma Internetu. Ups... I co teraz? Ano nic. Wezmę udział dopiero w drugiej części. Więc aktualnie "siedzę na kursie" i czekam na slajdy od prowadzącego (chociaż slajdy sobie przeczytam, ijaaaa). Aaaale fajnie, co? :D

A Wam jak czas mija? Komentujcie, komentujcie! Wiecie jak uwielbiam Was czytać? :) Mam nadzieję, że także korzystacie z wolności. I pamiętajcie, że małe odmóżdżanie nie jest złe - czasem człowiek potrzebuje poczuć się jak ameba, by potem z nową mocą ruszyć na podbój świata :)

Share:

2 komentarze

  1. Jeju, chciałam być na tym plenerze, ale daleko - nie wiem, czym dojechać, a jak już bym dojechała - gdzie spać, bo by się przydało. Może następnym razem się uda. Żałuję strasznie, tym bardziej, skoro mówisz, że wyszło tak fajnie. U mnie nigdy nic się nie dzieje -,-

    Karty, karty... tylko do wróżenia ewentualnie. Też nie przepadam grać, więc robię to baardzo rzadko, tylko na wakacjach, gdy nie ma tv, komputera, notesu ani książki. Ostatni raz - kilka lat temu. ^^

    Odmużdzanie dobra rzecz! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, daleko miałaś :( Swoją drogą większość z zaproszonych osób miała daleko... więc w małym gronie się bawiliśmy ;) Ale było zacnie ;) Dojechać zawsze można pociągiem i autobusem. A spać? Jak w wakacje, to najlepiej pod namiotem ;)

      Umiesz wróżyć? ;> Nigdy nikt mi nie wróżył i zawsze stosunek miałam do tego co najmniej... noo, wiadomo o co chodzi ;) Widać nie trafiłaś na grę (i na ekipę), z którą odkryłabyś karciane przyjemności xD

      Taaaak, jeszcze trzy dni odmóżdżania i potem wróci Sylwuś-pracoholuś :P

      Usuń